KONSTANTY BOBCZYŃSKI

Na dawnym cmentarzu greckokatolickim w Hłudnie, w jego centralnej części, zachował się jeden z najbardziej okazałych na tej nekropolii nagrobków. Wykonany z piaskowca, skrywa doczesne szczątki nieco zapomnianej obecnie, ale nietuzinkowej postaci, która odegrała niebanalną rolę w dziejach, nie tylko Polski, ale i świata. Mowa o Konstantym Bobczyńskim. Poniższy artykuł o charakterze przyczynkarskim ma za zadanie przedstawić kilka faktów z życiorysu tej interesującej postaci związanej z regionem brzozowskim.

Bobczyńscy związani byli z miejscowościami położonymi na lewym brzegu Sanu. W centrum Krzemiennej zachował się murowany dwór należący w przeszłości do tej rodziny. Sam Konstanty Bobczyński przyszedł na świat 24 czerwca 1817 r. w Niewistce, drugiej – obok Krzemiennej – miejscowości, w której jego ojciec Jan Kanty Bobczyński posiadał majątek ziemski.

Naświetlenie młodych lat życia tej postaci wymaga przeprowadzenia pogłębionych badań i kwerend archiwalnych. Pewne jest, że uczestniczył w Sanockiem w przygotowaniach konspiracyjnych, których celem było wywołanie zrywu zbrojnego przeciw zaborcom, w tym przypadku – austriackiemu. Kulminacją tych starań było powstanie w 1846 r., zwane popularnie krakowskim. Jego jednym z istotniejszych elementów było wystąpienie szlachty w okolicach Sanoka, Krosna i Brzozowa. Po klęsce planów antyzaborczych, udaremnionych w dużym stopniu przez chłopów, a następnie śledztwie, najważniejsi spiskowcy zostali aresztowani. Samego Konstantego Bobczyńskiego skazano na dwunastoletni pobyt w więzieniu. Obok wielu innych uczestników powstania znalazł się w twierdzy Spielberg, czyli w Hradczym Kopcu koło Brna na Morawach. Nie dane mu było odsiedzieć w tym więzieniu o zaostrzonym rygorze całego wyroku.

W efekcie zajść ulicznych w Wiedniu, które dały początek Wiośnie Ludów, cesarz Ferdynand I 20 marca 1848 r. ogłosił amnestię dla sprawców przestępstw politycznych. Objęła ona również Konstantego Bobczyńskiego, który w „podzięce” za gest cesarza austriackiego przyłączył się do nowego zrywu przeciw Habsburgom i staremu porządkowi, utrwalonemu podczas Kongresu Wiedeńskiego. Wraz z wieloma innymi Polakami wziął udział w walkach, ale tym razem poza granicami przedrozbiorowej Polski. W latach 1848–1849 walczył podczas Wiosny Ludów na Węgrzech, wówczas części monarchii habsburskiej. Efektem stłumienia powstania węgierskiego przez Austriaków i Rosjan było przedarcie się wielu polskich oficerów i żołnierzy do Turcji. Podporucznik rodem z Niewistki również przedostał się do państwa sułtana, aby następnie w 1851 r. znaleźć się w Wielkiej Brytanii.

Uczestnicy Wielkiej Emigracji po Powstaniu Listopadowym stworzyli na zachodzie Europy kilka stronnictw politycznych z odmiennymi poglądami na kwestię sposobu odzyskania przez Polskę niepodległości i jej późniejszego ustroju, jak również przyczyn upadku ostatniego zrywu przeciw zaborcom. W 1849 r., po upadku Wiosny Ludów, w Londynie zainstalowały się władze najliczniejszej i najbardziej wpływowej organizacji, utworzonego 17 lat wcześniej w Paryżu, Towarzystwa Demokratycznego Polskiego (TDP). Jego program opierał się początkowo o ostrą krytykę konserwatyzmu i szlachty jako głównych przyczyn braku suwerenności państwa polskiego. Później był wielokrotnie modyfikowany. W 1855 r. Konstanty Bobczyński został członkiem TDP, wówczas tworu politycznego o znikomym już znaczeniu.

Kolejna głośna i ciekawa historia z udziałem Konstantego Bobczyńskiego miała miejsce podczas Powstania Styczniowego. Dwa miesiące po jego wybuchu, 23 marca 1863 r., z Londynu wypłynął parowiec „Ward Jackson” z Robertem Weatherley’em jako kapitanem, dotychczas kursujący pomiędzy Wielką Brytanią a Stanami Zjednoczonymi. Na czele wyprawy morskiej, której celem było dostarczenie na Litwę broni, amunicji oraz ochotników mających wspomóc walczących powstańców, stanął gen. Teofil Łapiński. Wśród uczestników akcji znalazł się również Konstanty Bobczyński. U podstaw ekspedycji leżały olbrzymie trudności, jakie występowały podczas transportu uzbrojenia i zaopatrzenia wojennego, wysyłanych drogą lądową na teren zaboru rosyjskiego. Angielscy agenci naczelnego, powstańczego organu władzy na ziemiach polskich, (Tymczasowego) Rządu Narodowego Józef Ćwierciakiewicz i Józef Demontowicz za namową oficera angielskiej marynarki wojennej, księcia Jana Sapiehy, zdecydowali się przesłać cały transport drogą morską z wyładowaniem go na wybrzeżu litewskim, koło Połągi. Niestety Rosjanie nie próżnowali i dość wcześnie dowiedzieli się o całym planie, bacznie śledząc każdy krok parowca i jego załogi.

Wysłannicy Rządu Narodowego zakupili w Anglii znaczną ilość broni i odzieży, którą załadowano na statek „Ward Jackson”: 3 działa lekkie, 1000 karabinów, 750 szabel, 200 lanc, 3300 pocisków artyleryjskich, 100 000 nabojów karabinowych, 700 centnarów prochu (1 centnar – ok. 50 kg), 1000 ładownic, 2000 płaszczy, 500 par butów, 500 koszul flanelowych, 500 kaszkietów, 1000 kepi i 50 siodeł.

Z powyższym transportem wysłano na Litwę zgłaszających się licznie ochotników. Obok 98 Polaków na pokładzie parowca zaokrętowano przedstawicieli innych nacji: 22 Francuzów, 16 Włochów, 3 Anglików, 3 Niemców, 2 Belgów, 2 Rosjan, 2 Szwajcarów, 1 Holendra i 1 Chorwata (inne źródła podają nieco inne liczby). W trakcie rejsu stan liczebny ulegał zmianie.

Gen. Teofil Łapiński na czas wyprawy morskiej wyznaczył „nieustającą radę wojenną”. Tworzyli ją: komisarz Józef Demontowicz, kapitan statku i jego zastępca oraz trzech oficerów z oddziału, w tym Konstanty Bobczyński (wtedy już w stopniu kapitana). Gen. Teofil Łapiński we swych wspomnieniach określał ich następująco: Chociaż młodzi, zdawali się mi wojskowo więcej wykształceni, jak starzy koledzy, którzy podczas długotrwałej emigracji zależeli pole i stracili ten tak niezbędny ton wojskowy. Dowódca wspominał, że po pierwszej naradzie, podczas której omówiono niebezpieczeństwa i związane z wyprawą nadzieje, członkowie rady rozeszli z wiarą w powodzenie misji. Podkomendni gen. Teofila Łapińskiego byli przewidziani jako kadra przyszłej armii powstańczej. Konstanty Bobczyński został wyznaczony na komendanta kwatery głównej oddziału. Wyprawie towarzyszył pełny rygor wojskowy ze wszystkimi związanymi z tym aspektami jak pełnienie warty czy capstrzyk.

Po dwóch dniach, 25 marca, „Ward Jackson” zarzucił kotwicę w szwedzkim porcie Helsingborg. Konstanty Bobczyński, a także dowódca wyprawy oraz kilku towarzyszy zeszli na ląd, gdzie powitali rewolucjonistę Michaiła Bakunina, uznawanego za jednego z ojców anarchizmu. Ten rosyjski myśliciel wszedł na pokład z zamiarem wzięcia udziału w końcowej części ekspedycji. W Helsingborgu zapoznali się również z niepokojącymi informacjami o wzmożonym ruchu wojska i floty rosyjskiej we wschodniej części basenu Morza Bałtyckiego. Położenie uczestników wyprawy dodatkowo skomplikował gwałtowny sztorm, zatruta woda na statku oraz opór ze strony kapitana Roberta Weatherley’a, który obawiał się carskiej floty.

29 marca „Ward Jackson” zawinął do Kopenhagi w celu zmiany wody i uzupełnienia zapasów żywności. W duńskiej stolicy angielski kapitan wraz z prawie całą załogą opuścił statek, jak się wkrótce okazało, przekupiony przez Rosjan. W tej sytuacji duński agent okrętowy w Kopenhadze dostarczył na statek duńską załogę pod komendą kapitana Grönbecka. Następnego dnia Polacy i ich towarzysze ponownie znaleźli się na szwedzkiej ziemi, tym razem w Malmö, gdzie zostali przyjaźnie powitani przez miejscową ludność. Wśród licznych mówców na spontanicznie wykreowanej manifestacji zaprezentował się również Konstanty Bobczyński.

Po wpłynięciu do Malmö przyszłość wyprawy stanęła pod znakiem zapytania. Duńska załoga wedle umowy z duńskim agentem okrętowym miała odstawić parowiec jedynie do tego portu i po wykonaniu zadania opuściła jednostkę. Co gorsza, drugiego dnia pobytu na szwedzkiej ziemi, przed polską załogą „przedefilowała” rosyjska fregata, dając do zrozumienia, co może się stać, jeśli „Ward Jackson” znów znajdzie się na pełnym morzu. W sytuacji zagrożenia wśród dowódców pojawiły się pierwsze niesnaski i dyskusje co do dalszych planów. Sam gen. Teofil Łapiński przejawiał chęć, aby ruszyć na Kaukaz i tam prowadzić walkę z armią carską. Na Litwę wyraźnie go już nie ciągnęło. Jakby przykrych wieści było mało, 12 kwietnia na statku wybuchł pożar (być może w efekcie sabotażu), co przy zgromadzonej pod pokładem amunicji i prochu groziło zupełnym unicestwieniem okrętu. W porę jednak niebezpieczeństwo udało się zażegnać.

Mijały kolejne dni, a uczestnicy ekspedycji ciągle tkwili w bezczynności w Malmö, co wiązało się z marnotrawieniem środków finansowych i brakiem pomocy dla pogrążonej w walce Litwy. Zamiast wlać nadzieję w serca litewskich powstańców, brali udział w różnych spotkaniach towarzyskich. Słowa wsparcia ze strony szwedzkich gospodarzy w takiej sytuacji niewiele znaczyły.

Jednym z punktów wspomnianej wyżej umowy z duńskim agentem okrętowym było odstawienie po trzech dniach parowca do Kopenhagi. Wobec tego szwedzkie władze w końcu nakazały przeładować broń i amunicje na inny statek, który skierowano do portu wojennego Landskrona. Efekt był taki, że „Ward Jackson” nadal stał w Malmö. Ostatecznie 3 czerwca Polacy i ich towarzysze innym statkiem wypłynęli, kierując się ku cieśninom duńskim, skąd na zakupionym wcześniej dwumasztowym żaglowcu „Emilie” i ze skromnym uzbrojeniem mieli kontynuować wyprawę na Litwę. Pod osłoną nocy przesiedli się na „Emilie”, podczas gdy opuszczony statek miał wpłynąć na Morze Północne, aby zmylić przeciwnika.

Po kilku dniach uczestnicy wyprawy ujrzeli ląd w okolicach Kłajpedy. Po wstępnych rekonesansie zapadła decyzja o lądowaniu. Nadchodząca burza nie zwiastowała niczego dobrego. Pod osłoną nocy żołnierze zapełnili szalupy, jak się okazało mocno je przeciążywszy. W rezultacie jedna z nich poszła na dno – utonęło 24 ludzi, w większości cudzoziemców: Francuzów, Włochów i Szwajcarów, a także ośmiu Polaków. Nie oddawszy jeszcze żadnego wystrzału gen. Teofil Łapiński stracił znaczną część oddziału. Desant okazał się niemożliwy i żaglowiec skierował się ku Gotlandii. Wyprawa zakończyła się katastrofą.

Po nieudanej próbie wyprawy z pomocą dla powstańców styczniowych Konstanty Bobczyński ponownie znalazł się w Anglii, gdzie wszedł na karty wielkiej historii. W Londynie 28 września 1864 r. współuczestniczył w założeniu Międzynarodowego Stowarzyszenia Robotników, zwanego popularnie Pierwszą Międzynarodówką, której pierwszym przewodniczącym został Karol Marks.

Celem powołania do życia Pierwszej Międzynarodówki była koordynacja działalności organizacji robotniczych z różnych części świata, miejsce wymiany doświadczeń i poglądów organizacji socjalistycznych oraz pomoc dla strajkujących i walczących o prawa robotnicze. Była forum, gdzie ścierały się osoby o różnorodnych poglądach, w tym anarchiści, komuniści, utopijni socjaliści oraz umiarkowani socjaldemokraci.

Konstanty Bobczyński prężnie działał w jej władzach. Na wniosek m.in. Karola Marksa 19 września 1865 r. został wybrany jednomyślnie do dziesięcioosobowego Komitetu Stałego Rady Centralnej (Generalnej), gdzie zasiadał obok swego protegowanego. Pełnił również przez pewien czas (od 8 maja 1866 r.) funkcję sekretarza sekcji polskiej.

Jak piszą wybitni działacze i znawcy dziejów ruchu socjalistycznego, Lidia i Adam Ciołkoszowie: Bobczyński brał aktywny udział w pracach Rady Centralnej (Generalnej), interweniując przede wszystkim – co zrozumiałe – w sprawach związanych z życiem polskiej emigracji i z kwestią polską w ogólności, ale także i w innych sprawach.

Podczas konferencji działaczy Pierwszej Międzynarodówki, obradującej w Londynie we wrześniu 1865 r., miano skupić się tylko nad problemem położenia społecznego robotników, bo takie były założenia powstania tej organizacji, m.in. kwestiami dotyczącymi czasu pracy czy też pracy dzieci. Jednak dzięki zabiegom Konstantego Bobczyńskiego, mimo oporów wielu osób, wprowadzono do programu obrad problem niepodległości Polski. Przyjęto wówczas rezolucję potępiającą politykę Rosji na ziemiach polskich podczas Powstania Styczniowego. W protokole stwierdzano: Kapitan Bobczyński w bardzo udatnym i wymownym przemówieniu odpowiedział na zarzuty podniesione przeciwko rezolucji. Polska – mówił on – walczyła najdłużej, była też dłużej uciskana, jej synowie przelewali swą krew na każdym polu bitwy, gdzie tylko słuszna sprawa walczyła przeciwko przemocy. Polska jest kluczem do wolności w Europie – musi ona być demokratyczna i wypowiada się za wolnością dla wszystkich. Takich i podobnych akcji dzięki zaangażowaniu Konstantego Bobczyńskiego było więcej.

W listopadzie 1866 r. Konstanty Bobczyński przeniósł się do Birmingham i odtąd sporadycznie uczestniczył w posiedzeniach kierownictwa Pierwszej Międzynarodówki. W 1867 r. powrócił do Galicji i osiedlił się w Hłudnie. Nie zaprzestał przy tym działalności politycznej. Był długoletnim członkiem Rady Powiatowej Brzozowskiej. W 1883 r. został posłem na Sejm Krajowy we Lwowie V kadencji (1882–1889). Jak możemy przeczytać w sprawozdaniu stenograficznym z I posiedzenia I sesji z 15 września 1883 r.: Dnia 29. Maja 1883 odbył się w Brzozowie wybór posła na Sejm krajowy w ciele wyborczem gmin wiejskich w okręgu wyborczego Dubiecko-Brzozów. I dalej: Oddano zatem na 171 głosujących nie ważnych głosów 9, ważnych zaś 162, bezwzględna większość wynosi 82 głosów. Konstanty Bobczyński otrzymał 112 głosów, podczas gdy kolejny kandydat jedynie 29. Posłem był również w kolejnej kadencji – VI (1889–1895), będąc wybranym z Okręgu 27 – Brzozów. W jej trakcie zmarł 14 marca 1893 r., a na jego miejsce wybrano Zdzisława Skrzyńskiego. Dziennik krakowskich konserwatystów – „Czas” – napisał 17 marca 1893 r.: Konstanty Bobczyński, poseł na Sejm krajowy z gmin wiejskich okręgu wyborczego Brzozowskiego, zmarł onegdaj po długiej chorobie w Hłudnie, koło Dynowa. Pogrzeb odbędzie się w dniu dzisiejszym. Zmarły należał w Sejmie do stronnictwa konserwatywnego i odznaczał się zawsze gorliwem i sumiennem spełnianiem obowiązków poselskich i obywatelskich.

Jak widać, Konstanty Bobczyński był związany z różnymi opcjami politycznymi, często zantagonizowanymi ze sobą jak socjaliści i konserwatyści. Szukał najskuteczniejszej drogi, bo zawsze leżała mu na sercu wolność oraz dobro uciemiężonej przez zaborców Polski i jej mieszkańców. To dla tej sprawy poświęcił niemal całe swoje życie.

 

Mateusz Podkul