WALERIAN PAŃKO

Przy imponującym dorobku naukowym i odniesionych sukcesach Profesor pozostał nadal człowiekiem skromnym, żartobliwym, chętnym do pomocy i co ważne brak było w Jego postępowaniu tak powszechnie obserwowanej „troski” o własny sukces zawodowy. Niewątpliwie zabiegał o niego, jak każdy z nas, ale za największy swój sukces uznawał taki, gdy Jego myśl kontynuowana była w pracach wychowanków. Cieszył się wówczas niezmiernie, ale też nie szczędził krytyki i za to Profesorowi jesteśmy wdzięczni – pisała o Walerianie Pańce jego uczennica prof. Teresa Kurowska 10 lat po tragicznej śmierci najsławniejszej postaci rodem z Turzego Pola.

Walerian Janusz Pańko był synem robotnika w turskiej kopalni ropy naftowej Teodora i rolniczki Stefanii z d. Marosz. Przyszedł na świat 8 października 1941 r. jako siódme, najmłodsze dziecko w rodzinie. Niełatwa sytuacja lat wojny i okresu powojennego dobrze uformowała chłopca – ucznia szkoły powszechnej w Turzym Polu (1947–1955), a następnie Liceum Ogólnokształcącego w Brzozowie (1955–1959). Już wtedy rozumiał, że edukacja może zapewnić mu drogę do lepszego życia, a rówieśnicy zapamiętali go jako młodzieńca zakochanego w lekturze książek, zwłaszcza przygodowych.

Złożenie egzaminu maturalnego w Brzozowie otworzyło przed 18-latkiem drogę na studia. Wybrał prawo w Uniwersytecie Wrocławskim. Był wyróżniającym się studentem (1959–1964), co zaowocowało podjęciem pracy naukowej w macierzystym Wydziale Prawa i Administracji.

Został w 1964 r. asystentem w Katedrze Prawa Rolnego kierowanej przez prof. Andrzeja Stelmachowskiego. Równolegle sfinalizował aplikację arbitrażową, a w 1971 r. obronił dysertację doktorską Dzierżawa gruntów rolnych w aspekcie ekonomiczno-prawnym.

Trzy lata później związał się zawodowo z Uniwersytetem Śląskim w Katowicach, obejmując 1 października 1974 r. kierownictwo nowo tworzonego Zakładu Administracji Rolnictwa i Gospodarki Przestrzennej w tamtejszym Wydziale Prawa i Administracji. Został w 1975 r. prodziekanem tego wydziału, jednak już po kilkunastu miesiącach za poparcie protestu studenckiego w czerwcu 1976 r. utracił funkcję. Zakończył w 1978 r. przewód habilitacyjny. Po stażu naukowym w Uniwersytecie Warszawskim i obronie pracy habilitacyjnej Własność gruntowa w planowej gospodarce przestrzennej uzyskał stopień doktora habilitowanego.

Udzielał się od 1975 r. w trzech przedstawicielstwach naukowych: Komitecie Badań Rejonów Uprzemysławianych PAN, Komitecie Przestrzennego Zagospodarowania Kraju PAN i Komitecie Redakcyjnym „Studiów Prawniczych”.

Ogólnonarodowy ruch społeczny, który doszedł do głosu w wyniku Porozumień Sierpniowych, nie pozostał bez wpływu na młodego katowickiego naukowca. Już w październiku 1980 r. wstąpił do Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego „Solidarność”. Aktywnie udzielał się w pracach Społecznej Rady Legislacyjnej związku. Jako ekspert doradzał strukturom związkowym, m.in. w organizacjach zakładowych na Górnym Śląsku oraz „Solidarności Wiejskiej” (a potem NSZZ „Solidarność” Rolników Indywidualnych), zwłaszcza podczas Porozumień Rzeszowsko-Ustrzyckich. Jego zaangażowanie w sprawę demokratyzacji państwa zjednało mu także zwolenników w środowisku akademickim, które w grudniu 1980 r. wybrało go członkiem Plenum Komitetu Uczelnianego PZPR Uniwersytetu Śląskiego.

Z chwilą wprowadzenia stanu wojennego w Polsce został internowany 13 grudnia 1981 r. Stało się to na mocy wydanej 2 dni później decyzji komendanta wojewódzkiego Milicji Obywatelskiej w Katowicach nr KA 18/81. Powrócił z internowania 16 stycznia 1982 r. Jednak w proteście przeciw postawie władz państwowych i partyjnych w lutym 1982 r. wystąpił z PZPR po prawie 20 latach członkostwa (został przyjęty do niej jako student w 1963 r.).

Na początku lat 80. XX w. zaangażował się w podziemną działalność opozycyjną. Współpracował z duszpasterstwem akademickim i duszpasterstwem ludzi pracy, szczególnie na terenie diecezji katowickiej, prowadzonej przez bp. Herberta Bednorza. Głosił wówczas wykłady i prelekcje o prawach jednostki i o wizji Polski demokratycznej, np. podczas II Dni Kultury Chrześcijańskiej w Brzozowie we wrześniu 1985 r. przedstawił referat o encyklice Laborem exercens (Powołany do pracy). Starał się przybliżyć słuchaczom elementy sprawiedliwości społecznej zawarte zarówno w nauce społecznej Kościoła, jak i w niektórych nurtach socjalistycznych.

Wielkie zmiany nastąpiły w życiu śląskiego prawnika z chwilą protestu społecznego w 1988 r. Zaangażował się w ponowne organizowanie struktur NSZZ „Solidarność” w środowisku akademickim. Był na tyle znaczącą postacią wśród ekspertów opozycyjnych, iż podczas obrad Okrągłego Stołu uczestniczył w pracach podzespołu do spraw rolnictwa i podzespołu do spraw samorządu terytorialnego. Jako ekspert został zgłoszony przez Katowicki Komitet Obywatelski na listę wyborczą do sejmu kontraktowego (Sejmu X kadencji PRL). Wybory do sejmu i odrodzonego senatu 4 czerwca 1989 r. przyniosły mu wielki sukces – został posłem Obywatelskiego Klubu Parlamentarnego z okręgu nr 32 (katowicko-mysłowickiego).

Dane mu było połączyć osiągnięcia polityczne z sukcesem zawodowym, jako że w maju 1989 r. otrzymał wstrzymywaną od wielu lat profesurę uniwersytecką prawa cywilnego. Opublikował po tym wydarzeniu istotne opracowania: Prawno-instytucjonalne uwarunkowania przemian planowania regionalnego w 1989 r., Własność komunalna a funkcje samorządu terytorialnego w 1990 r. oraz Prawo rolne. Kryzys czy wielki zwrot w 1991 r. Bibliografia jego prac naukowych objęła łącznie: 4 monografie, 51 rozpraw, artykułów i referatów, 6 glos oraz 18 raportów, ekspertyz i innych opracowań.

Głoszone idee starał się wcielać w życie. Uważał, że podstawą demokracji jest szerzenie samorządności obywatelskiej. Służyć temu miała przede wszystkim ustanowiona 18 września 1989 r. i zarejestrowana 9 stycznia 1990 r. Fundacja Rozwoju Demokracji Lokalnej – organizacja pozarządowa o piętnie apolitycznym, niezależnym i niekomercyjnym. Katowicki poseł powołał ją wraz z czterema senatorami: Andrzejem Celińskim, min. Aleksandrem Paszyńskim (1929–2001), prof. Jerzym Regulskim, mec. Jerzym Adamem Stępniem (honorowym obywatelem Brzozowa), a także z prof. Jackiem Woźniakowskim. Został jednym z wice-prezesów jej zarządu.

Pracę naukową musiał ograniczyć ze względu na działalność polityczną. W sejmie pracował w Komisji Samorządu Terytorialnego, Gospodarki Przestrzennej i Komunalnej oraz w Komisji Nadzwyczajnej do rozpatrzenia projektów ustaw dotyczących samorządu terytorialnego. Przewodniczył sejmowej Komisji Samorządu Terytorialnego. Wspólnie z senatorami: marszałkiem Senatu prof. Andrzejem Stelmachowskim, prof. Jerzym Regulskim, mec. Jerzym Adamem Stępniem, a także z prof. Michałem Kuleszą (honorowym obywatelem Brzozowa) i innymi specjalistami w błyskawicznym tempie przygotowywał podstawy do odbudowania samorządności lokalnej i przebudowy systemu administracji państwa. Sprawy z zakresu tej problematyki prowadził w sejmowej komisji niemalże po dyktatorsku, w czym pomagało mu połączenie teorii z praktyką (nigdy nie zerwał z badaniami terenowymi). Odbudowę samorządu terytorialnego udało się mu wprowadzić na poziomie gminnym od 1990 r. Natomiast reformę wyższych struktur samorządu musiał wraz ze współpracownikami odłożyć w warunkach postępującej destrukcji obozu solidarnościowego.

Ponadto jako członek Komisji Konstytucyjnej oraz Komisji Ustawodawczej w sejmie zaangażował się w opracowanie Małej Konstytucji. Był również członkiem Komisji Nadzwyczajnej do rozpatrzenia sprawozdania Państwowej Komisji Wyborczej oraz dekretów Rady Państwa. Potrafił bardzo szybko zdobyć w sejmie autorytet i sławę człowieka, który zarażał innych konstruktywnymi pomysłami i energią.

Zdolności osobiste, a zwłaszcza bezkompromisowa postawa w sprawach najistotniejszych spowodowały, że wiosną 1991 r. otrzymał propozycję objęcia prezesury Najwyższej Izby Kontroli. Już wcześniej podkreślał wielokrotnie, że przejęcie prezesury NIK po 1989 r., w warunkach napięcia politycznego było bardzo trudnym zadaniem, ale i jednym z kluczowych problemów wewnętrznych państwa, który musiał być rozwiązany jak najszybciej. Zdawał sobie sprawę z tego, że izba nie jest odpowiednio przygotowana do kontrolowania przestępstw gospodarczych, jak afery: alkoholowa, rublowa czy Funduszu Obsługi Zadłużenia Zagranicznego, w których uczestniczyli członkowie kolejnych ekip rządowych. Ponadto odwołanie długoletniego prezesa NIK gen. dyw. Tadeusza Hupałowskiego (1922–1999) –  członka Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego natrafiało od jesieni 1989 r. do początku 1991 r. na mur oporu większości parlamentarnej i wydawało się krokiem niemalże nierealnym do wykonania. Jak się potem okazało, te kilkanaście miesięcy zostało wykorzystanych do zacierania śladów nielegalnych interesów urzędników PRL-owskich, w tym przede wszystkim funkcjonariuszy i współpracowników wojskowych służb specjalnych.

Wreszcie po odwołaniu z szefostwa NIK gen. dyw. Tadeusza Hupałowskiego i utrąceniu kilku kandydatur (m.in. senatora Zbigniewa Romaszewskiego i posłanki Wiesławy Ziółkowskiej) w kwietniu 1991 r. zgłoszono przewodniczącego sejmowej Komisji Samorządu Terytorialnego jako kandydata na prezesa izby. Ówczesny marszałek sejmu prof. Mikołaj Kozakiewicz (1923–1998) wspominał, że Walerian Pańko był bardzo dobrym kandydatem na prezesa NIK. Cieszył się wielką sympatią posłów, był zawsze bardzo obiektywny w ocenach. Jego wystąpienia na posiedzeniach plenarnych były wysokiej klasy i właściwie, gdyby sądzić tylko po tym, co mówił, trudno byłoby go przypisać do jakiegoś klubu. Formalnie był członkiem OKP, ale tak naprawdę należał do klubu rozsądku i logicznego, trzeźwego myślenia. Konwent od razu powiedział – to jest bardzo dobra kandydatura.

Po początkowym wahaniu profesor wraził zgodę na kandydowanie i już w pierwszym głosowaniu został wybrany prezesem NIK 23 maja 1991 r. Wiedział, że czeka go tytaniczna praca, ale to nie jej się obawiał. Przygotowywał się natomiast do heroicznej walki o zmianę mentalności pracowników izby oraz do rozprawy z ludźmi poprzedniego układu politycznego. Sam wypowiedział to podczas jednego z wywiadów: Charakter pracy daleko odbiega od moich cech psychofizycznych. Zdaję sobie sprawę, że przyjęcie nominacji było koniecznością w nowym układzie politycznym sejmu i senatu. Nie ma o czym mówić. Jestem i staram się wywiązywać ze swoich zadań jak najlepiej.

Natychmiast podjął się gruntownej reformy izby. Niemal z marszu poznawał procedury skomplikowanych kontroli. Równocześnie starał się zapewnić pracownikom odpowiednie warunki pracy i poczucie niezależności od uwarunkowań politycznych. Zjednał sobie pracowników izby nie tylko tym. Dbał bowiem, by dyrektorzy zespołów kontrolnych na każdym etapie postępowania zgłaszali prezesowi swojej oceny i propozycje, by pracownicy rozumieli i akceptowali decyzje przełożonych, wreszcie by wprowadzić kolegialne kierowanie izbą.

Zginął w poniedziałkowy poranek 7 października 1991 r. (w przeddzień 50. rocznicy urodzin) w wypadku samochodowym na trasie szybkiego ruchu z Warszawy do Katowic we wsi Słostowice koło Radomska. Okoliczności tragedii pozwalały domniemywać, że prezes NIK stał się ofiarą zamachu. Wypadek zdarzył się po ujawnieniu raportu o aferach gospodarczych w Polsce i 4 dni przed jego planowanym wystąpieniem na forum sejmowym w sprawie nieprawidłowości związanych z Funduszem Obsługi Zadłużenia Zagranicznego.

Niewiele osób zostało przekonanych opinią, jakoby sprawcą wypadku był kierowca rządowego samochodu – doświadczony funkcjonariusz Biura Ochrony Rządu, który przejeździł 30 lat bez wypadku. Szybko wychodziły na jaw podejrzane sytuacje, jak przydzielenie kierowcy samochodu tuż przed odjazdem z Warszawy, otwarcie kilka dni po wypadku sejfu prezesa NIK, gdzie nie było żadnych dokumentów, czy też ślady włamania do mieszkania prywatnego profesora w budynku rządowym po pogrzebie. Wśród dziennikarskich przypuszczeń pojawiła się sugestia o małym ładunku wybuchowym umieszczonym w samochodzie, którego niedostrzegalna eksplozja doprowadziła do utraty panowania nad pojazdem. Kilka miesięcy po wypadku zmarli: obarczony winą kierowca samochodu i kilku policjantów obecnych na miejscu wypadku.

Wdowa Urszula Pańko już 3 lata po śmierci męża publicznie wyznała: Nikt mi nie wmówi, że to był zwykły, nieszczęśliwy wypadek. Nigdy w to nie uwierzę, dopóki będę żyła. Również środowisko akademickie Uniwersytetu Śląskiego wraz z uczestnikami sesji z okazji 15. rocznicy śmierci profesora skierowało 11 grudnia 2006 r. apel do władz państwowych o wyjaśnienie okoliczności tragedii.

Pogrzeb profesora odbył się w jego rodzinnych stronach 11 października 1991 r. Zgromadził w kościele w Jasionowie rzeszę uczestników mszy św. sprawowanej pod przewodnictwem abp. Ignacego Tokarczuka. Przybyły na uroczystości delegacje: Kancelarii Prezydenta RP z min. Szymonem Pawlickim, Sejmu z marszałkiem prof. Mikołajem Kozakiewiczem, Senatu z marszałkiem prof. Andrzejem Stelmachowskim i wicemarszałkiem Józefem Śliszem (1934–2001), Obywatelskie-go Klubu Parlamentarnego z przewodniczącym Mieczysławem Gilem, rządu Jana Krzysztofa Bieleckiego z szefem Urzędu Rady Ministrów Krzysztofem Żabińskim. Trumnie towarzyszyła wojskowa warta honorowa zarówno w świątyni, jak i podczas konduktu na miejscowy cmentarz, gdzie ciało turskiego męża stanu zostało pochowane obok grobu jego ojca. Pośmiertnie prof. Walerian Pańko został odznaczony Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski.

Koledzy z Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Śląskiego wspominali najsławniejszego turzanina w superlatywach: Był człowiekiem wymykającym się spod wszelkich schematów. Zawsze niezależny. Odważny, ale i rozważny, przede wszystkim odpowiedzialny. Miał to, co nazywamy odwagą cywilną. Nie obawiał się wypowiadać swoich sądów zawsze i wszędzie, choć były w niezgodzie z aktualnymi oczekiwaniami. Mądry, rozumny i przezorny.

Umiał lepiej niż otoczenie oceniać stan rzeczy i widział zazwyczaj dalej niż inni. Przy ogromnych zaletach umysłu pozostał człowiekiem skromnym i naturalnym. Nie wstydził się pytać i dyskutować z wielkimi i maluczkimi o sprawach, którymi się zajmował. Służył radą, ale i prosił o radę.

Potrafił się cieszyć nie tylko z osiągnięć własnych, ale i z dokonań innych; nie tylko z rzeczy wielkich, ale i z drobiazgów. Był człowiekiem pogodnym, duszą towarzystwa, wspaniałym gawędziarzem o błyskotliwym dowcipie i zdolnościach do trafnego pointowania.

Potrafił zachować dystans do swojej osoby i swoich dokonań. Żartował nawet ze swoich trudnych przeżyć stanu wojennego, czy długiego oczekiwania na profesurę. Był humanistą. Ufał ludziom. Lubił ich i zawsze spieszył im z pomocą.

Głęboko przywiązany do tradycji, kochał rodzinę i swój kraj. Wzruszały Jego miłość i przywiązanie do rodziny, szczególnie do staruszki Matki, do której spieszył w każdej wolnej chwili. Sercem zawsze był w Turzym Polu.

 Mariusz Kaznowski