MICHAŁ MATYAS

W powszechnej pamięci kibiców piłkarskich Kazimierz Górski zapisał się jako najwybitniejszy i najbardziej zasłużony trener futbolu w historii tej dyscypliny sportu na ziemiach polskich. Sukcesy, które odnosił, zarówno na igrzyskach olimpijskich, jak i mundialu w 1974 r., do chwili obecnej, wobec mizerii polskiej piłki nożnej w ostatnim ćwierćwieczu, są z sentymentem wspominane przez fanów. Kazimierz Górski często w rozmowach wracał do wspomnień związanych ze swym lwowskim pochodzeniem. W okresie przedwojennym z dawną stolicą Galicji związany był inny znakomity piłkarz, a później wybitny szkoleniowiec, którego wczesne dziecięce lata związane były z grodem nad Stobnicą. O nim będzie poniższy artykuł…

Brzozowskie korzenie

W 1910 r. starosta brzozowski Józef Lange został z urzędu przeniesiony do Dobromila, gdzie objął równorzędne stanowisko. Na jego następcę mianowano (wcześniej związanego ze starostwem w Bochni) Karola Mátyása (urodzonego w 1866 r.), najpierw jako starostę komisarza, a później jako starostę. Karol Mátyás był również przewodniczącym brzozowskiej Rady Szkolnej Okręgowej. Ten doktor praw i urzędnik administracyjny z zawodu (prawdopodobnie o węgierskich korzeniach, o czym świadczy nazwisko) bardziej znany jest ze swych zainteresowań folklorystycznych i etnograficznych jako autor licznych prac zamieszczanych na łamach czasopism popularnych i naukowych. Szczególną uwagę poświęcał ludowym bajkom i podaniom, a także zwyczajom i obrzędowości świątecznej oraz dorocznej. W polu jego zainteresowań znajdowały się również gwary i ich składniki onomastyczne (związane z nazwami własnymi).

W czasie urzędowania w Brzozowie na świat przyszedł syn Karola Mátyása. Michał Franciszek Mieczysław został ochrzczony 19 października 1912 r. przez proboszcza jasienickiego ks. Jana Samockiego, wicedziekana brzozowskiego. Popularne opracowania podają dzień 28 września 1910 r. oraz Brzozów jako datę i miejsce jego narodzin. Data jednak wydaje się mało prawdopodobna. Dziwne by było, gdyby dopiero po dwóch latach od narodzin udzielono sakramentu chrztu dziecku, którego rodzicami byli przedstawiciele kręgów konserwatywnych (a więc blisko związanych z Kościołem katolickim): urzędnik i naukowiec – Karol Marian (syn Franciszka i Franciszki z d. Jakubowicz) oraz szlachcianka Jadwiga Zofia Helena (córka Michała h. Przegonia i Filipiny z Kryńskich). Należy się raczej skłaniać ku 28 września 1912 r., o czym świadczy także zapis w księdze chrztów brzozowskiej parafii. Ojcem chrzestnym przyszłego piłkarza i trenera był dziedzic majątku dworskiego w Haczowie Mieczysław Urbański.

Wkrótce po narodzinach syna Karol Mátyás opuścił brzozowską ziemię i w 1913 r. objął urząd starosty w Kolbuszowej. W okresie galicyjskim rotacja na stanowiskach urzędniczych była zjawiskiem powszechnym, toteż nie powinna dziwić tak szybka zmiana miejsca pracy i zamieszkania. Późniejsze wydarzenia m.in. I wojna światowa i odzyskanie niepodległości przez Polskę rzuciły rodzinę Mátyásów do Lwowa.

Lwowskie lata

W 1932 r. Michał Matyas ukończył lwowskie VII Państwowe Gimnazjum im. Tadeusz Kościuszki. Trudna sytuacja materialna rodziny (ojciec zmarł w 1925 r.) zmusiła go do przerwania studiów prawniczych i objęcia posady urzędnika w wojskowej intendenturze (miejsce pracy, a zarazem dział gospodarczy w wojsku odpowiadający za zaopatrzenie i obsługę kwatermistrzowską) we Lwowie. Po pięciu latach, w 1937 r. zatrudnił się w lepiej płatnej pracy w rafinerii nafty w Borysławiu.

W młodzieńczych latach życia, obok nauki, a później pracy, poświęcił się futbolowi. Mając czternaście lat, rozpoczął kopanie piłki w najstarszym klubie piłkarskim utworzonym na ziemiach polskich – „Lechii” Lwów. W 1926 r. zmienił barwy klubowe na słynną lwowską „Pogoń”, którą z sukcesami reprezentował do wybuchu II wojny światowej. Był jej najlepszym zawodnikiem w latach 30. ubiegłego wieku.

W najwyższej klasie rozgrywkowej Michał Matyas zadebiutował 15 września 1929 r. w przegranym 0-1 meczu z „Warszawianką”. Będąc świetnym i zwinnym piłkarzem (grał jako pomocnik lub napastnik) doczekał się przydomka „Myszka”. Piłkarz słynął ze świetnego wyszkolenia technicznego, czym narażał się na częste kontuzje, gdyż rywale, nie mogąc go zatrzymać, uciekali się do fauli, nierzadko brutalnych. Gdyby nie przerwy w grze spowodowane nieprzepisowymi zagraniami obrońców rywali, to piłka po jego strzałach wielokrotnie częściej trzepotałaby w siatce bramkarza przeciwnika.

Michał Matyas ogółem strzelił dla „Poganiaczy” (tak nazywano zawodników lwowskiego klubu) sto bramek, występując w ponad stu pięćdziesięciu meczach. Po wojnie, grając już w bytomskiej „Polonii”, dołożył jeszcze sześć goli i tym samym uwzględniany jest na popularnej liście strzelców, którzy przynajmniej sto razy trafiali do siatki rywali, grając w najwyższej polskiej klasie rozgrywkowej. W 1935 r. został najlepszym snajperem ligi z dorobkiem 22 bramek, a jego drużyna zdobyła wicemistrzostwo kraju. Był to trzeci taki tytuł w jego karierze zawodniczej i ostatni przed wojną – wcześniej cieszył się z podobnego osiągnięcia w 1932 i 1933 r. W 1935 r. „Poganiacze” walczyli o tytuł do ostatniego meczu z „Wartą” w Poznaniu. Mimo uzyskania hat-tricka przez „Myszkę” lwowiacy przegrali 3:5. Po zakończeniu spotkania zdobywca trzech bramek mówił z rozczarowaniem: Mecz był bardzo ciężki, mogliśmy go wygrać, tyły puściły przynajmniej trzy bramki, a trudno strzelić trzy. „Warta” grała ostro i twardo.

Warto dodać, że w latach 20., zanim jeszcze Michał Matyas przywdział jej barwy, „Pogoń” Lwów czterokrotnie (1922, 1923, 1925, 1926) sięgała po mistrzostwo kraju z tym, że rozgrywki wówczas (do 1926 r.) były toczone w systemie nieligowym (z podziałem na poszczególne okręgi, których zwycięzcy rywalizowali w finale o najwyższe trofea). Grając w klubie z Lwowa, „Myszka” używał wielu boiskowych pseudonimów, takich jak „Hanin”, „Korabian”, „Kownacki”, „Marcinkiewicz”, „Marcinkowski”, „Motylewski”, „Myszkowski” oraz „Skowroński”.

W opinii wielu osób pamiętających lwowskie lata Michała Matyasa, w latach 30. ubiegłego wieku był on darzony ogromną estymą w tym mieście i niekwestionowanym królem dawnej stolicy Galicji. Podziwiali go zwłaszcza baciarzy, jak potocznie nazywano przedstawicieli lwowskiej ulicy, którzy z drzew w okolicy boiska podziwiali jego strzeleckie popisy. Warto dodać, że w „Pogoni” Lwów grali razem dwaj Matyasowie – Michał „Myszka” i jego starszy brat Mieczysław, którego nazywano „Szczurkiem”.

W barwach przedwojennej reprezentacji

Sukcesy odnoszone w macierzystym klubie sprawiły, że syn dawnego starosty brzozowskiego otrzymał powołanie do reprezentacji Polski, w której zadebiutował
10 lipca 1932 r. w Warszawie w zwycięskim meczu ze Szwecją, zakończonym wynikiem 2:0. W drużynie narodowej w latach 1932–1939 rozegrał osiemnaście spotkań, uzyskując siedem goli. Występował m.in. w potyczkach eliminacyjnych do włoskiego mundialu w 1934 r. Dostąpił także zaszczytu bycia kapitanem drużyny narodowej, w której grali wówczas wybitni zawodnicy.

Pierwszą bramkę dla polskiej kadry strzelił 2 października 1932 r. w Bukareszcie w wygranym przekonywująco 5:0 meczu przeciwko zespołowi Rumunii. Na szpaltach „Przeglądu Sportowego” pisano: Po kilku pięknych, przyziemnych podaniach trójki środkowej, bieg Matjasa kończy się pewnym strzałem i piękną bramką już w drugiej minucie gry. Selekcjoner (kapitan związkowy) Józef Kałuża, dzieląc się swoimi spostrzeżeniami po meczu chwalił zawodników: Drużyna grała absolutnie bez punktów słabych, a przyjemną niespodziankę jako gracze nowi zrobili Albański, Matjas i Urban.

Na kolejne trafienia musiał czekać prawie trzy lata W Wiedniu 12 maja 1935 r. (w dniu śmierci marszałka Józefa Piłsudskiego) dwukrotnie pokonał austriackiego bramkarza w meczu zakończonym porażką 2:5. Trzy miesiące później, 18 sierpnia 1935 r., w Katowicach strzelił jedną bramkę w przegranym 2:3 meczu z drużyną jugosłowiańską. Jak się okazało, Michał Matyas miał patent na znajdowanie drogi do bramki strzeżonej przez austriackich golkiperów. W meczu rozegranym w stolicy Polski 6 października 1935 r. jego jedyne trafienie zapewniło zwycięstwo 1:0 nad drużyną znad Dunaju. Ostatnie dwie bramki dla biało-czerwonych strzelił 6 września 1936 r. w Rydze w zakończonej remisem 3:3 potyczce z zespołem łotewskim oraz 4 kwietnia 1937 r. w Łodzi w przegranym 2:4 spotkaniu z drużyną Rumunii.

Michał Matyas był pierwszym polskim olimpijczykiem o brzozowskich korzeniach, a niewiele brakło, a byłby i pierwszym medalistą. W 1936 r. wystąpił w jednym meczu w reprezentacji Polski na igrzyskach olimpijskich w Berlinie, na których nasza drużyna zajęła czwarte miejsce.

Podczas II wojny światowej

Na mocy postanowień tajnego protokołu dodatkowego do paktu Ribbentrop – Mołotow Lwów wraz z przyległościami we wrześniu 1939 r. został włączony do ZSRR. Jawna działalność polskiej ligi piłkarskiej i polskich klubów sportowych została zawieszona. Michał Matyas rozpoczął wtedy grę w „Nafciarzu” („Neftjaniku”) Borysław.

Mnogość używanych przez niego pseudonimów utrudnia potwierdzenie przekazów mówiących, że Michał Matyas reprezentował w 1940 r. barwy założonego w tymże roku „Dynama” Lwów. Z kolei inne mówią, że w okresie II wojny światowej (do 1944 r.) ten nowy lwowski klub nie prowadził działalności.

Na początku sezonu 1941 Michał Matyas wraz z kilkoma innymi piłkarzami o rodowodzie galicyjskim został zawodnikiem kijowskiego „Dynama”. Występowało wówczas w tej drużynie wielu Polaków lub futbolistów znających język polski, a niektóre źródła mówią, że także początkujący zawodnik Kazimierz Górski. Polskich piłkarzy tak, jak całego polskiego społeczeństwa na wschód od Sanu nie ominęła sowietyzacja – Michał Matyas zmuszony był grać w „Dynamie” Kijów pod zruszczonym nazwiskiem jako Michaił Matias.

W 1941 r. zagrał w zaledwie sześciu meczach o mistrzostwo ZSRR, zdobywając dwie bramki. Powodem takiego wyniku nie był brak formy sportowej lub inne czynniki, np. osobiste, lecz sytuacja polityczno–wojskowa. W dniu 22 czerwca 1941 r., gdy planowane było huczne otwarcie nowego stadionu „Dynama” Kijów, w którym uczestniczyć miało wielu radzieckich dygnitarzy, żołnierze Wehrmachtu i innych państw Osi uderzyli na ZSRR. Imprezę miał uwiecznić mecz z „CSKA” Moskwa, w którym planowany był – jak wynika z protokołu startowego – występ Michała Matyasa. Po zajęciu miasta przez Niemców powrócił do Lwowa, gdzie w latach 1942–1944 grał w polskich drużynach futbolowych i doczekał końca okupacji.

Jedną z konsekwencji zakończenia II wojny światowej była repatriacja ludności polskiej z Kresów Wschodnich na tzw. Ziemie Odzyskane. W czerwcu 1945 r. Michał Matyas wraz z rodziną znalazł się w Bytomiu. W tym górnośląskim mieście, będącym odtąd jednym z większych skupisk kresowiaków, znalazł pracę jako kierownik miejskiego kąpieliska.

Ostatnie lata kariery piłkarskiej

W Bytomiu znalazło się wielu byłych działaczy i zawodników przedwojennej „Pogoni” Lwów, którzy współuczestniczyli w maju 1945 r. w odtworzeniu istniejącej krótko na początku lat 20. XX w. „Polonii” Bytom. Klubowe barwy polonistów nawiązywały do kolorów strojów słynnego zespołu z miasta semper fidelis. „Myszka” występował w późniejszym dwukrotnym mistrzu Polski (1954, 1962) trzy lata – do 1948 r. Szczególnie wyróżnił się w pierwszym powojennym meczu towarzyskim z chorzowskim „Ruchem”. Bytomianie wygrali na boisku rywali 6:3, a nasz bohater strzelił cztery gole.  Swoistym ukoronowaniem kariery piłkarskiej było uznanie go w 1945 r. piłkarzem roku na Śląsku.

Michał Matyas tak, jak wiele innych osób o lwowskim charakterze, słynął z hardości i gorącego temperamentu, potrafił eksplodować jak wulkan w każdej sytuacji bez względu na okoliczności, także w stosunku do kolegów z boiska.

Jako zapalony karciarz oddawał się grze w brydża w siedzibie bytomskiego klubu. Wówczas łatwo dawał się wyprowadzić z równowagi, zwłaszcza w sytuacji, gdy mu nie szło. W efekcie stół lądował nogami do góry, a karty doznawały „uszczerbku na zdrowiu”.

Młodsi zawodnicy stawali przed nim na baczność, a w szatni siadali na ławce, jedynie wtedy, gdy im pozwolił. Tylko lepsi piłkarze mogli pozwolić na zwroty w stylu: Panie „Myszka”. Znana jest sytuacja, gdy jeden z „Polonistów”, mając znakomite relacje z jedną z redakcji prasowych, sam pisał sprawozdania z meczów, akcentując swój duży wkład w dobrą grę drużyny. Wściekły Michał Matyas oznajmił koledze, że jak sytuacja się będzie powtarzać, to „dziennikarz” będzie musiał zjeść gazetę. Groźby nie odniosły skutku i po kolejnym spotkaniu czekał posiłek w postaci zmiętej kulki papieru. „Myszka” rzucił nieszczęśnika na ławkę i próbował wepchnąć mu „jedzenie” w usta.

Będąc nieomal bożyszczem wśród własnych kibiców, niekiedy nie potrafił podczas gry zachować zimnej krwi. Dobrym przykładem jest wydarzenie, które miało miejsce podczas meczu z „Naprzodem” Janów w 1946 r., kiedy nagle „Myszka” próbował wymusić zatrzymanie gry, ponieważ, posługując się kolokwializmem, zezłościł się na sędziego liniowego i uczył go prawidłowego machania chorągiewką. W obecnych czasach byłoby to nie do pomyślenia, a wówczas uszło piłkarzowi płazem.

Jak relacjonował w „Przeglądzie Sportowym” grający z nim w „Polonii” Bytom, kilkanaście lat młodszy od
niego Kazimierz Trampisz, lwowiak przyczynił się nawet 21 października 1945 r. do wywołania zamieszek podczas derbowego meczu z „Ruchem” Chorzów, w którym grał (…) niejaki Lasecki, niezły piłkarz, ale wycinał „pana Myszkę” co chwila. Miarka się przebrała, kiedy rzucił do niego: „Ty polska świnio!” Tego dla Matyasa było za wiele, więc spoliczkował gracza Ruchu i został wyrzucony z boiska. Zamieszki? Na meczu była spora grupa kibiców z Bytomia, która po incydencie zbliżyła się do linii bocznej. Pytali piłkarza, dlaczego schodzi. A kiedy usłyszeli, że sędzia mu kazał, zaczęli wypychać go z powrotem na boisko. Po chwili ktoś użył pepeszy, strzelając w powietrze i… się zaczęło. Dopiero milicja zaprowadziła porządek, oddając ostrzegawczą salwę z broni palnej. Mecz przerwano, a zawodnicy obu zespołów znaleźli się na posterunku milicyjnym, gdzie zostali przesłuchani.

Z kolei prasa donosiła po meczu, że były zawodnik ligowej „Pogoni” lwowskiej, Matyas, skłonnością do gry brutalnej i prowokacyjnym zachowaniem się wobec sędziego i partnerów wystawił sobie jak najgorsze świadectwo, tym więcej, że był to kiedyś reprezentacyjny piłkarz Polski i od niego właśnie musiało wymagać się dżentelmeńskiego i właściwego sportowcowi zachowania. Niestety – w kilka tygodni potem zawodnik ten sprowokował w czasie meczu „Polonia” – „Wisła” awanturę z obrońcą „Wisły” Filkiem, którego także czynnie znieważył. Obecnie zaś znów uderzył znowu przeciwnika w twarz. (…) Dla nas Matyas przestał od tej chwili istnieć jako sportowiec i każda inna kara w tym wypadku byłaby za łagodną. Reprezentacyjny zawodnik Polski, który na każdym meczu powoduje awanturę, zakończoną w dwóch wypadkach znieważeniem przeciwnika, na nic innego liczyć nie może. Na usprawiedliwienie „Myszki” można dodać, że wyżej wymienione „nieuprzejmości” między zawodnikami wynikały z okupacyjnych doświadczeń Ślązaków i przesiedlonych tam Polaków z Kresów, którzy w czasie wojny zmuszeni byli grać po różnych stronach sportowej barykady – w klubach niemieckich lub sowieckich, a niekiedy i walczyć z bronią w ręku.

Po meczu z „Ruchem” Chorzów Okręgowy Związek Piłki Nożnej nałożył na „Myszkę” sześciomiesięczną karę zakazu gry w meczach, lecz skutek był odwrotny od zamierzonego. W czerwcu 1946 r. podczas meczu „Polonii” Bytom z „Wisłą” Kraków na turnieju z okazji czterdziestolecia „Cracovii” Kraków jeden ze śląskich zawodników uderzył przeciwnika, a następnie wytargał go za brodę. Arbiter, nie wiedząc kto dopuścił się przewinienia, zażądał od kapitana drużyny, którym był… Michał Matyas, wskazania winnego z zamiarem wyrzucenia go z boiska. Myszka, nie tylko, że odmówił, ale rzucił w kierunku rozjemcy potok obelżywych epitetów. Zdenerwowany sędzia przerwał mecz i opuścił murawę stadionu.

Praca trenerska w drużynach klubowych

W bytomskiej „Polonii” Michał Matyas zakończył swą aktywność sportową jako piłkarz w 1948 r. i jednocześnie rozpoczął pracę jako szkoleniowiec, zostając asystentem trenera. Kolejnym śląskim klubem, w którym pracował, był AKS Chorzów.

W grudniu 1950 r. „Myszka” objął posadę szkoleniowca krakowskiej „Wisły”, rozpoczynając jedną z dłuższych przygód z jedną drużyną, bo trwającą do lipca 1954 r. Pracując pod Wawelem, brał jednocześnie udział w przygotowywaniu reprezentacji kraju do meczów międzynarodowych. W 1951 r. poprowadził „Białą Gwiazdę” do wygrania I ligi, ale zgodnie ze zmienionym przed sezonem Regulaminem Polskiego Związku Piłki Nożnej mistrzem Polski został chorzowski „Ruch”, który zdobył Pucharu Polski po pokonaniu w finale właśnie „Wisły”. W 1953 r. Michał Matyas odniósł największy sukces w barwach „Wisły”, zdobywając z nią trzecie miejsce w krajowej rywalizacji. Później przez pewien czas trenował futbolistów „Warty” Poznań, a następnie w latach 1957–1958 „Stal” Mielec, z którą bliski był awansu do I ligi, zajmując ostatecznie drugie miejsce na zapleczu najwyższej klasy rozgrywkowej. Od 1959 r. do 1961 r. pracował z piłkarzami „Cracovii” Kraków, a w latach 1962–1963 ponownie objął szkolenie mieleckich „Stalowców” z zadaniem szybkiego poprowadzenia ich do I ligi, po ich spadku, którego dostąpili chwilę wcześniej. Plany te brutalnie zostały zweryfikowane przez boiskowe wyniki osiągane przez zespół znad
Wisłoki. Mielecka drużyna na początek swego złotego okresu musiała jeszcze poczekać pół dekady.

W połowie lat 60., po kilkunastu latach, Michał Matyas powrócił do „Polonii” Bytom, z którą odniósł największe sukcesy międzynarodowe w jej historii. W 1965 r. śląski klub triumfował w Pucharze Rappana (później-szym Pucharze Intertoto), wówczas jednej z trzech najważniejszych rozgrywek piłkarskich na Starym Kontynencie. W dwumeczu finałowym „Poloniści” przegrali wysoko 0:3 na wyjeździe z SC Lipsk, by w rewanżu na własnym podwórku dać popis gry, gromiąc rywali 5:1.

Po sukcesie w Europie bytomski zespół został zaproszony do udziału w Międzynarodowej Lidze Piłki Nożnej (International Soccer League), zwanej popularnie Interligą. Jej celem była popularyzacja piłki nożnej w Stanach Zjednoczonych z udziałem europejskich i amerykańskich drużyn. Zwycięzca tych rozgrywek toczył następnie pojedynki ze zdobywcą Pucharu Ameryki z poprzedniego roku. W 1965 r. „Polonia” Bytom wygrała Interligę i po zwycięskim dwumeczu z „Duklą” Praga zdobyła Puchar Ameryki. Niestety w kolejnym roku nie było jej dane
bronić tego trofeum, gdyż rozgrywki zlikwidowano. Rok wcześniej „Myszka” doprowadził klub z Bytomia do finału Pucharu Polski, ostatecznie przegranego 1:2 z „Legią” Warszawa.

Po międzynarodowych sukcesach klubowych Michał Matyas objął niczym już nieograniczoną pracę z biało-czerwonymi (o czym w następnej części).

W latach 1968–1969 „Myszka” po raz drugi prowadził bez znaczących sukcesów drużynę „Cracovii” Kraków, aby później zostać zatrudnionym w „Górniku” Zabrze. W sezonie 1969/1970 „Górnicy” odnieśli największy sukces w polskiej piłce klubowej na arenie międzynarodowej, do którego kibice wracają równie często, jak do meczów „Orłów” Kazimierza Górskiego. Chłopcy Michała Matyasa po heroicznym trzymeczowym boju z AS Roma (zakończonym rzutem monetą) dotarli do finału Pucharu Zdobywców Pucharów. W pamiętnej, ostatecznej rozgrywce o to trofeum w Wiedniu musieli jednak uznać wyższość Manchesteru City, ulegając angielskiej drużynie 1:2. Był to największy sukces w całej karierze trenerskiej osoby, która na świat przyszła w mieście nad Stobnicą.

Jednocześnie z bojami w Europie zabrzanie walczyli na krajowych stadionach. W 1970 r. po raz trzeci klub prowadzony przez Michała Matyasa dotarł do finału Pucharu Polski i, zgodnie z przysłowiem, że do trzech razy sztuka, wreszcie temu szkoleniowcowi dane było wznieść ręce w geście triumfu po zdobyciu trofeum dzięki zwycięstwie 3:1 z „Ruchem” Chorzów.

W ostatnich latach życia „Myszka” pracował krótko z krakowskimi zespołami – po raz drugi z „Wisłą” i trzeci z „Cracovią”. Ostatnim klubem, z jakim był związany, byli „Czarni” Jasło.

Praca z reprezentacją Polski

Michał Matyas znany jest również, obok pracy z drużynami klubowymi, z kierowania reprezentacją Polski. Obecnie selekcjoner kadry narodowej jest także jej trenerem. Przed półwieczem było zupełnie inaczej. W latach 1921–1966 wyborem piłkarzy do reprezentacji kraju zajmował się tzw. Kapitanat Związkowy, czyli zespół trenerów. Za bezpośrednie przygotowanie zawodników do meczu odpowiedzialni byli często trenerzy spoza tej instytucji, pracujący jednocześnie w klubach, wybierani nierzadko tylko na jeden mecz. Michał Matyas kilkakrotnie stał na czele Kapitanatu Związkowego jako kapitan związkowy.

Dwukrotnie pełnił tę funkcję w 1952 r. W pierwszym przypadku był jednocześnie trenerem kadry. Prowadził ją m.in. na lipcowych igrzyskach olimpijskich w Helsinkach, gdzie po pokonaniu w Lahti 2:1 amatorskiej drużyny Francji w rundzie wstępnej (mecz uznawany przez PZPN za nieoficjalny), w kolejnej (pierwszej) Polacy musieli w Turku uznać wyższość Duńczyków, ulegając im 0:2.

Gdy po raz drugi w tymże roku piastował funkcję kapitana związkowego, trenerem reprezentacji był Węgier Tivádar Király. W 1954 r. Michał Matyas i Zygmunt Jesionka wspólnie jako kapitanowie związkowi i jednocześnie trenerzy prowadzili kadrę Polski w wygranym 1:0 spotkaniu z Niemiecką Republiką Demokratyczną.

W 1966 r. połączono na stałe w jednej osobie funkcję selekcjonera i szkoleniowca. Pierwszym selekcjonerem-trenerem został Michał Matyas. Polski zespół prowadził w dziewięciu spotkaniach od 17 listopada 1966 r. do 29 października 1967 r. Pod jego wodzą reprezentacja narodowa w 1966 r. w meczach towarzyskich rozegranych na wyjeździe uległa Rumunii 3:4 i bezbramkowo zremisowała z piłkarzami Izraela. W kolejnym roku Polacy rozegrali sześć meczów o stawkę. W eliminacjach do włoskich Mistrzostw Europy dwukrotnie pokonali Belgów (3:1 w Chorzowie i 4:2 w Brukseli), bezbramkowo zremisowali w Luksemburgu, a także przegrali 1:4 z Francją w Warszawie. Także dwumeczu z piłkarzami ZSRR w ramach eliminacji do igrzysk olimpijskich w Meksyku nie mogli uznać za udany, gdyż ulegli im dwukrotnie (0:1 we Wrocławiu i 1:2 w Moskwie). Na zakończenie przygody Michała Matyasa ze stanowiskiem selekcjonera-trenera polskiej reprezentacji w Krakowie padł bezbramkowy remis w towarzyskim spotkaniu z Rumunami.

Końcowy bilans pracy Michała Matyasa z kadrą narodową w latach 50. i 60. to cztery zwycięstwa, trzy remisy i pięć porażek. Niektóre źródła podają, że urodzony w Brzozowie piłkarz, a później szkoleniowiec prowadził reprezentację Polski także w latach 1950–1952. Należy się domyślać, że nie chodzi tutaj o funkcję kapitana związkowego lub trenera, ale jedynie szeregowe uczestnictwo w pracach Kapitanatu Związkowego. „Myszka” pracował również z reprezentacją B oraz z drużynami młodzieżowymi.

Michał Matyas zmarł 22 października 1975 r. w Krakowie. Jego ciało spoczęło na Cmentarzu Rakowickim w kwaterze XXXVII, rzędzie 16, miejscu 7. W popularnych rankingach na stu najlepszych piłkarzy w dziejach polskiej piłki nożnej zawsze znajduje się miejsce dla tego zawodnika.

 Mateusz Podkul