Dwie kobiety o współczesności

Takiej wystawy brzozowskie muzeum jeszcze nie organizowało, w marcu miało bowiem zaszczyt eksponować wspólną wystawę grafiki i malarstwa dwóch artystek – matki i córki, z których młodszej nie było dane rozwinąć artystycznego kunsztu, gdyż zginęła dziesięć lat temu. Przegląd prac Agnieszki i Magdaleny Wyżykowskich objął tylko część dorobku twórczego obu pań, które w ciekawy sposób komentują otaczającą je (i nas) rzeczywistość, a czynią to w sporej części klasycznie, zgodnie z kanonami, po akademicku.

Sobotni wieczór 9 marca zgromadził w muzeum liczne grono bliskich malarek oraz stałych przyjaciół brzozowskiej instytucji kulturalnej. Otwarcie ekspozycji stanowił minikoncert Marii Korzeniowskiej – uczennicy III klasy II stopnia w Państwowej Szkole Muzycznej w Sanoku, zwyciężczyni i zdobywczyni nagród w wielu krajowych i zagranicznych konkursach, festiwalach i przesłuchaniach gitarowych. Utalentowana instrumentalistka zaprezentowała z wdziękiem dwie części suity lutniowej Jana Sebastiana Bacha.

Wystawa została poświęcona przez Magdalenę Wyżykowską-Figurę – córce i matce. Ten właśnie, wspomnieniowy, charakter podkreśliła artystka w swojej refleksji: Potraktujmy to spotkanie jako święto Agnieszki. […] Realizuję plany Agnieszki, która była osobą bardzo mocną, która chciała iść drogą twórczą i właśnie teraz po Jej odejściu to kontynuujemy. Ta wystawa zawita jeszcze do Jasionowa – naszej miejscowości rodzinnej 7 kwietnia. […] pamiętam jak dziś, jak Agnieszka przyjechała szczęśliwa po drugim roku studiów; uzyskała bardzo wysokie wyniki, przyznano jej najwyższe stypendium naukowe. Wtedy przygotowywałam się do mojej kolejnej wystawy, a Agnieszka tak spontanicznie: „Mamo, chciałabym mieć kiedyś z Tobą wystawę”. Odpowiedziałam: „Dobrze dziecko. Mamy czas. Masz jeszcze 3 lata do skończenia studiów i potem możemy mieć swoją wspólną wystawę”. Niestety, Pan Bóg nie dał nam tego czasu. Agnieszka od nas odeszła, ale pozostawiła po sobie wiele prac. Tutaj prezentujemy tylko ich pewną część. Mam jeszcze dwie czarne teczki, które leżą w pracowni. Tam są prace z jej liceum plastycznego i ze studiów.

Cóż mogę więcej powiedzieć? Tak jak powiedziałam na początku, uważam, że jest to dzień Agnieszki. Zapraszam do refleksji. Zapraszam do miłego wspominania mojej córki.

Dziękuje bardzo Marysi za takie piękne preludium do tej wystawy. Mamy uzdolnione dzieci w rodzinie i muzycznie, i plastycznie. Będzie się to kiedyś z latami ujawniać. Mam nadzieję, że moja wnuczka Amelia zakoncertuje, tylko musiałoby być pianino […].

Takie chwile bardzo zbliżają. Dziękuję, że mogliśmy się spotkać, że mogliśmy uszanować moje dziecko. To jest moja trzecia wystawa w tym muzeum. Dwie poprzednie wspominam z wielkim sentymentem. Galeria była większa; w tej chwili jest galerią kameralną. Łączy mnie wiele wspomnień z tą placówką. Pierwsza wystawę po studiach miałam w Krakowie, a drugą właśnie w Brzozowie. Od 19 lat jestem w Krośnie i tam sobie działamy twórczo, jesteśmy na plenerach, na sympozjach artystycznych. Uważam, że w życiu trzeba mieć coś więcej i coś po sobie pozostawić. Agnieszka odeszła tak wcześnie, a tyle pięknych prac pozostawiła po sobie. Dziękuję bardzo.

Wgłębiając się w prace wspólnej ekspozycji Agnieszki i Magdaleny Wyżykowskich widzowie mogli dostrzec, że obie bohaterki wystawy różnią się swoimi kreacjami, jednocześnie wykazując wiele wspólnego; posługują się niejednokrotnie odległymi skojarzeniami, a osiągają ten sam cel; artystycznym komentarzem rzeczywistości zwracają uwagę widza na odmienne aspekty życia, a mimo to ulotnie i delikatnie wskazują na tożsame zagadnienie. W czym tkwi ta pozorna dychotomia? Być może w samej istocie kobiecości…

Prace obydwu bohaterek wystawy – matki i córki – w istocie wiele mówią, wiele przekazują, wiele objaśniają, choć jednocześnie skrywają się w nimbie tajemnicy. Prezentują powab delikatności, ale czasem wystawiają pazur drapieżności. Ukazują piękno ducha i natury, ale i nie stronią od realizmu, który niejednokrotnie z kalokagatią ma niewiele wspólnego. Poczesne miejsce w twórczości obu pań zajmuje kobieta – temat wprost wymarzony dla artystek. Mężczyzna z reguły, portretując kobietę, prędzej czy później ulegnie kompleksowi miłości synowskiej (jak Whistler wobec swojej sędziwej matki) albo pożądliwości oka (jak Goya wobec ponętnej ślicznotki). Taka już jest jego natura, że raczej postrzegać będzie żeńskość w rolach zgodnych ze stereotypem płciowym poprzez wyraz córki, matki, żony i kochanki. Trudno mu zatem będzie z dystansem scharakteryzować malarsko osobowość kobiety. Wydaje się, że taki właśnie obiektywny, wyważony ogląd zostanie najlepiej wyrażony właśnie przez artystkę, choć i ona może być stronnicza w swoim postrzeganiu portretowanej. Dla niej na ogół zmysłowość przedstawicielki tej samej płci nie stanowi seksualnej bariery lub motywacji w ukazaniu istoty charakteru i uczuciowości. Dlatego być może łatwiej jest malarce sportretować kobietę z całym bogactwem jej różnorodności, a w konsekwencji pełniej ukazać jej osobowość, która dla mężczyzny pozostaje albo obiektem niemalże sakralnej admiracji, albo przedmiotem stuprocentowej nienawiści.

Zarówno obrazy, jak i grafiki obydwu bohaterek ekspozycji wyrażają swoisty hołd złożony twórczemu geniuszowi kobiety, i nie jest to związane z pseudofeministycznym bełkotem w stylu Kobieta potrafi… Prace Agnieszki i Magdaleny Wyżykowskich nie muszą niczego udowadniać, nie stanowią apologii kunsztu żeńskiej twórczości, nie są wyrafinowaną i obliczoną na efekciarstwo wypowiedzią kobiety „wyzwolonej”, bezkompromisowej, niemalże ordynarnej. Wprost przeciwnie, dzieła obydwu krośnieńskich malarek potwierdzają, że kobiecość to delikatna sugestia, to zwrócenie uwagi na to, co ulotne i nienarzucające się, to coś, czego coraz bardziej zaczyna brakować we współczesnej, strywializowanej i zdehumanizowanej rzeczywistości. Są elegancką klasyką, bo jakże by mogło być inaczej, wszak kobieta – tak piękne dzieło Stwórcy – zawsze pozostanie ostoją najsubtelniejszej wrażliwości i wyjątkowego ciepła, dającą żywotną energię całemu światu.

M.A.J.

fot. Piotr Sobota