Spotkanie ze starowiejskimi misjonarzami w ramach Brzozowskich Spotkań Muzealnych

Misje katolickie wydatnie przyczyniają się do zmian zachodzących w społecznościach, w których działają. Oprócz szerzenia wiary chrześcijańskiej na wszystkich kontynentach, ważnym elementem działalności misji katolickich jest działalność edukacyjna. Rola Kościoła katolickiego na polu edukacji jest duża w każdym kraju afrykańskim. Misjonarze mają wpływ na kulturę, właśnie oni dbają o zanikające języki.

Dnia 23 kwietnia br. odbyło się Brzozowskie Spotkanie Muzealne (BSM) z o. Tomaszem Nogajem pt. Kraina plemienia Dinka. Działalność misyjna jezuitów w Sudanie Południowym. Uczestnicy spotkania obejrzeli film nakręcony przez starowiejskiego jezuitę, który w ubiegłym roku przez kilka miesięcy przebywał na misjach w Sudanie Południowym. Podzielił się wspomnieniami z pobytu w tym odległym i egzotycznym dla nas kraju. Na początku serdecznie podziękował gościom za zainteresowanie misjami katolickimi i przybycie na spotkanie. Na spotkaniu towarzyszył mu o. Michał Szuba – wieloletni misjonarz afrykański, który przez wiele lat pełnił posługę kapłańską w Zambii.

Ojciec Tomasz Nogaj przybliżył gościom realia, z jakimi spotkał się podczas pełnienia posługi w ramach misji jezuickich w Afryce. Jednocześnie przeplatał swą opowieść ciekawymi aspektami z codziennego życia afrykańskiego plemienia Dinków, wśród których głosił Słowo Boże. Zaznaczył, że Południowy Sudan to w pewnym sensie „nowość” dla jezuitów. Towarzystwo Jezusowe od niedawna prowadzi misje na tym terenie. Księża spotykają się tam z inną mentalnością, tradycją i kulturą. Sudan Południowy to kraj, który przeszedł przez dramat wojny. Wojna wycisnęła piętno na jego mieszkańcach. W tamtym rejonie od 1956 r. toczyły się walki, które trwały przez ostatnie 50 lat, tylko z niewielkimi przerwami względnego spokoju. W Sudanie nieustannie trwa konflikt na tle religijnym. Ścierają się tam dwie wielkie religie – chrześcijaństwo i islam. Ponadto w tamtym obszarze kwitnie proceder nielegalnego handlu bronią i ścierają się interesy państw obcych. Szczególną aktywność wykazują Chińczycy. Państwo Środka poszukuje w Sudanie bogactw naturalnych. Ma także „apetyt” na ogromne afrykańskie połacie ziemi. Duże przestrzenie dobrze nadają się do tworzenia upraw rolniczych. Znaczne zaangażowanie Chin w północno-wschodniej Afryce dodatkowo przeplata się z interesami wielkich światowych koncernów, które także szukają rynków zbytu dla swych produktów, a w Afrykańczykach widzą swych przyszłych potencjalnych klientów.

Reasumując, sytuacja polityczna, ekonomiczna i gospodarcza jest tam bardzo skomplikowana i powoduje wiele niesprawiedliwości, skutkujących cierpieniami wielu ubogich Afrykańczyków. Jezuici tak samo jak inni misjonarze, oprócz głoszenia Słowa Bożego starają się poprzez prowadzenie działalności edukacyjnej podnieć świadomość Afrykańczyków w celu obrony przed wyzyskiem obcych grup interesów.

Mentalność Dinków jest zupełnie inna niż mentalność Europejczyków. Ich życie jest związane z krowami. Tam krowa to prestiż. Jest nawet ważniejsza niż człowiek. Krowa ma lepszą opiekę niż dziecko. Dziecko może być chore i może umrzeć. Będzie następne, ale o krowę należy dbać, bo zwierzę jest źródłem pożywienia. Nacina się skórę krowy, opuszcza krew i miesza z mlekiem. Jest to podstawowa racja żywnościowa w buszu – zaznaczył o. Tomasz. Dinkowie prowadzą półkoczowniczy tryb życia. W czasie pory deszczowej przemieszczają się na znaczne odległości ze swoimi stadami na wyżej położone tereny. Gdy woda opadnie to przenoszą się na niżej położone tereny. Zakładają przejściowe obozy oddalone od siebie o kilka kilometrów np. o 7, 10, 15 km. Nocują w prymitywnych obozowiskach. Nocą palą ogniska i tańczą w rytm dźwięków bębna. Dla tego plemienia całe życie to jedno wieczne święto. Dla nich praca jest rodzajem pohańbienia. Mają ją w pogardzie. Sudańczycy posiadają krowy, a one dostarczają im wszystkiego, czego potrzebują do przeżycia w buszu. Nie pracują i nie uprawiają ziemi. Rola jest im niepotrzebna. Ich mentalność jest taka, że uważają, iż wszystko im się należy. Wolą iść przykładowo 40 km do miejsca, gdzie stacjonują wojska ONZ, i tam za darmo otrzymają kukurydzę, ryż i inne produkty żywnościowe.

Misje ONZ działają w Sudanie, ponieważ jest to teren objęty działaniami wojennymi. Istnieją opinie, że takie działanie „rozpuściło ich”. Przez to przeciętny Dinka myśli: Ja zawsze dostanę, bo jestem wysoki, wystawię ręce i mi się należy. Taka jest mentalność tego plemienia.

W buszu drzewo ma wymiar uniwersalny. Pod drzewem toczy się niemalże całe życie, a już na pewno jego najważniejsze elementy. Pod drzewem, które daje cień i wytchnienie, gdy z nieba leje się żar, wódz rozsądza spory i wydaje wyroki, pełniąc rolę sędziego. Wódz wioski i szaman ma znaczny wpływ na życie każdego członka plemienia, ale większą moc ma szaman. To on decyduje o wszystkim. On mówi, co jest dobre, a co złe. Istniejące tam namiastki systemu prawnego dla Europejczyków wydają się brutalne i okrutne. Życie ludzkie nie jest szanowane. Taki stan rzeczy jest pokłosiem półwiecznej wojny domowej. Na wojnie życie ludzkie jest kruche. Przykładowo za pobicie osoby młodej, w wieku do 21 lat, sprawca przestępstwa płaci proporcjonalnie 21 krów. W Sudanie istnieją więzienia. Zlokalizowane są w większych miastach. Policja dba o pełen stan więzień i skazuje na karę pozbawienia wolności za różne błahostki.

System szkolnictwa jest również specyficzny. W jednej klasie może uczyć się nawet 120 dzieci. Nauczyciele, aby utrzymać porządek krzyczą i biją dzieci. W szkole używają patyków do bicia dzieci. Obecnie buduje się tam szkoły z cegieł wypalanych z użyciem zaprawy cementowej. Wcześniej stawiano budynki z wysuszonej na słońcu cegły, która niestety namakała w porze deszczowej i miękła pod wpływem wody. Wskutek tego budynek osiadał.

Istnieje tradycyjny podział ról w rodzinach. Mężczyźni nie zajmują się tym, co kobiety, a kobiety tym, co mężczyźni. Przykładowo: kobiety transportują towary na głowie. Każda żona mieszka w innym miejscu. Mężczyźni piją alkohol, który sami sporządzają i grają w gry np. domino czy warcaby.

W diecie Sudańczyka występuje proso i sorgo. Ścierają je tłuczkami w moździerzach i robią z nich ciasto na podpłomyki. Jedzą kozie mięso. Krów nie zabijają na mięso, gdyż te są zbyt cenne. Krowa to prestiż; jest wyznacznikiem społecznego statusu.

Dobrze funkcjonuje handel wymienny. Takich rzeczy nie można spotkać w pobliskich krajach np. Tanzanii czy Kenii. Te kraje są już bardziej rozwinięte. W sudańskim buszu nie ma energii elektrycznej. Można ją wytworzyć za pomocą agregatów energetycznych. W miastach można już kupić środki czystości czy środki chemiczne. Sudańczycy mają żywiołowy charakter często przejawiają agresywne zachowania, które są skutkiem wojny. Misjonarze w swej pracy muszą uwzględnić miejscowe warunki. Sudańczycy szanują księży. Ten szacunek jest w pewnym stopniu oparty o strach. Księdza traktują na równi z szamanem i boją się duchownych katolickich tak samo, jak szamana, który może rzucić przekleństwo albo im pobłogosławić. Wierzą, że gdy szaman przeklnie im krowę, to ona padnie.

Mieszkańcy buszu mają specyficzną mentalność i wierzenia. Nie mogą zrozumieć, dlaczego chrześcijański Bóg wybacza. Są otwarci i chłonni, dlatego też bardzo łatwo „wchodzi” tam protestantyzm. Dinkowie to ludzie wiary. Są ochrzczeni, ale niepraktykujący. Aktualnie nie ma szans, by pogodzić wielożeństwo z wiarą  katolicką. Jeżeli Dinka ma 6 żon, to siłą rzeczy z żadną nie może żyć w sakramencie. Aby to zmienić, musi się zmienić ich mentalność, a proces ten potrwa jeszcze przynajmniej przez kilka pokoleń.

Ojciec Tomasz zaznaczył, że obecnie nie da się tego rozwiązać ze względu na „afrykański sposób myślenia”. Gość zachęcił również do obejrzenia filmu Kaznodzieja z karabinem. Ten obraz realnie oddaje sytuację w Afryce. Główny bohater Sam jako członek gangu motocyklowego, handlujący narkotykami, ma poważny zatarg z prawem. Popada w uzależnienie od narkotyków i alkoholu. Jego burzliwe życie zaczyna się zmieniać, gdy wstępuje w związek małżeński i rodzi mu się córka. Sam odnajduje w swym życiu Boga i nawraca się. Od swego pastora słyszy, że jego przeznaczeniem jest praca w Afryce. Tam styka się z plagą porwań dzieci. Nie może pogodzić się z tym faktem i postanawia działać. Zbiera uzbrojoną ekipę, i z karabinem w ręku odbija uprowadzone dzieci. Organizuje dla nich sierociniec. Tymczasem wyznacza się nagrodę za jego schwytanie. W takiej sytuacji ucieka z Afryki. Obecnie mieszka w Stanach Zjednoczonych. Ten nakręcony na fatach autentycznych film wiernie oddaje rzeczywistość i realia panujące w Afryce.

Młody jezuita krótko przebywał na kontynencie afrykańskim, natomiast jego współbrat zakonny o. Michał Szuba wyjechał ze Starej Wsi na misje do Zambii w styczniu 1968 r. i spędził tam kilkadziesiąt lat. Swym bogatym doświadczeniem również zapragnął podzielić się z gośćmi spotkania muzealnego.

Swe wspomnienia zaczął od porównania tych dwóch afrykańskich krajów. Zaznaczył, że Sudan znajduje się pod wpływem kultury arabskiej, a Zambia jest w większej mierze pod wpływem kultury europejskiej. Między tymi krajami istnieje różnica około 70 lat w rozwoju cywilizacyjnym. Świadczy o tym fakt, że przed 70 laty w Zambii nie uprawiano roli. W relacjach małżeńskich mężczyzna kupuje sobie żonę, która kosztuje do 3000 dolarów w zależności od wykształcenia i pozycji zajmowanej w społeczeństwie. Są przypadki, że młodzi ludzie chcą być ze sobą, ale chłopaka nie stać na wykupienie żony. Wówczas ucieka on z dziewczyną i w jakiś sposób próbują uregulować tę kwestię. W przeszłości zakup żony był gwarancją stabilności małżeństwa. Misjonarz powiedział, że ciekawostką jest zachowanie mężczyzny, który podczas „negocjacji” nie ma prawa odezwać się do swej teściowej. Może z nią rozmawiać przez pośrednika.

Wszystko zmienia się w szaleńczym tempie niemalże na naszych oczach. Dawniej rodzice nie chcieli posyłać dzieci do szkół. Obecnie jest walka o każde miejsce w szkole. Przyjechałem do Zambii w styczniu 1968 r., wtedy było tam trzy miliony ludzi – pół miliona białych, dwa i pół miliona czarnych. Obecnie jest ponad trzynaście milionów czarnych i dwieście tysięcy białych. W Zambii mamy ponad siedemdziesiąt szczepów. Jest to tak wymieszane, że trudno pewne sprawy uchwycić – snuł refleksje misjonarz.   

Po wysłuchaniu niezwykle ciekawych opowieści misjonarza przyszedł czas na zadawanie pytań ze strony zaproszonych gości. Jako pierwszy pytanie zadał radny Antoni Mazur. Zapytał misjonarza, jak wygląda los ludzi starszych, gdyż na filmie przedstawiono tylko młodych ludzi. Był zainteresowany tym, czy istnieje tam jakiś system ubezpieczeń społecznych umożliwiający wypłatę środków pieniężnych po zakończeniu pracy zawodowej.

Jezuita wyjaśnił, że starsze pokolenie zginęło na wojnie. Oni poświęcili swoje życie dla wolności kraju. Następstwem tego jest liczba kobiet, która jest trzy razy większa niż liczba mężczyzn. Rzadko można spotkać starszych ludzi. Jeżeli chodzi o płatność emerytur, to przytoczył ciekawy przykład: kanclerz uniwersytetu w Zambii otrzymuje emeryturę 45 dolarów. Jest to tylko symboliczna kwota. Nie wystarczy na zaspokojenie potrzeb życiowych. Dlatego też korzysta z zaproszeń i jeździ „po świecie” z wykładami, za które inkasuje 2000 dolarów. Jeśli ktoś kończy karierę zawodową w administracji lub przedsiębiorstwie, to te podmioty preferują wypłacenie jednorazowej odprawy. Dobrą decyzją jest zakup za tę kwotę domu w bogatej dzielnicy miasta. Następnie należy wynająć dom i regularnie czerpać zyski z tego tytułu. Wielu starszych ludzi robi w ten sposób, że wynajmuje domy i utrzymuje się z wynajmu, samemu mieszkając w bardzo skromnych domach (ich ściany zbudowane są z suszonej na słońcu cegły, a dachy wykonane z kawałków arkuszy blaszanych pochodzących z recyklingu np. ze zużytych beczek). Jeżeli ktoś przykładowo kupi za tzw. odprawę samochód, to pojazd będzie z każdym dniem tracił na wartości. Może zostać ukradziony lub rozbity. Skutkiem takiej decyzji może być brak pieniędzy, brak samochodu i brak zabezpieczenia finansowego na przyszłość.

Goście byli ciekawi, w jakim języku misjonarze porozumiewają się z miejscową ludnością. W odpowiedzi usłyszeli, że w Zambii można skutecznie porozumieć się w języku angielskim. Specyfiką tego kraju jest fakt, że jeżeli petent ma sprawę do załatwienia w urzędzie, to można ją szybciej załatwić, używając miejscowego języka. Księża odprawią msze św. w języku angielskim oraz w języku lokalnym.

Po udzieleniu odpowiedzi na pytania, o. Michał Szuba, aby lepiej oddać realia Czarnego Lądu, zaprezentował pokaz slajdów. Do każdego zdjęcia dodawał krótki komentarz. Widzowie na fotografiach zobaczyli przedstawicieli afrykańskiej fauny – żyrafy i lwy. Ujrzeli również typową afrykańską wioskę.

Przy tej okazji jezuita opowiedział o ciekawym afrykańskim obyczaju. Jeżeli zamierzamy wejść do wioski, to nie można podkradać się i ukradkiem zaglądać do chat. Jest to źle odbierane. Należy zaczekać, aż wyjdzie naczelnik wioski i nas przywita, gdyż jest to jego obowiązek.

Kolejne zdjęcia przedstawiały sierociniec. Na ścianach budynku widniały malowidła przedstawiające sceny z katechizmu. Jest to popularna w Afryce praktyczna forma nauki religii. Następnie misjonarz zaprezentował serię fotografii przedstawiających majestatyczny wodospad Wiktorii na rzece Zambezi, na granicy Zambii i Zimbabwe. Wodospad robi wrażenie na oglądających, dlatego też jest obowiązkowym punktem dla turystów zwiedzających ten region Afryki. Wysokość spadku wody wynosi 108 m, a szerokość wodospadu – 1,7 kilometra. W okresie szczytowym w każdej sekundzie przepływa tam ponad 9 milionów litrów wody. Przy wejściu do Parku Narodowego Wodospadów Wiktorii należy zakupić płaszcz przeciwdeszczowy, ponieważ spadająca woda rozbryzguje się i tworzy wszechobecną mgłę. Goście BSM zobaczyli również fotografie afrykańskiego sklepu z pamiątkami oraz fotografie „wzorcowej” afrykańskiej wioski, by turyści mogli obejrzeć, jak dawniej wyglądało życie codzienne plemienia. Misjonarz zaznaczył, że wbrew stereotypom Afryka nie jest tanim kontynentem. Przykładowo spędzenie nocy oraz śniadanie w hotelu w Livingstonie, czyli tzw. bed and breakfast kosztuje 150 USD. Na koniec zaprezentował fotografie kościoła, w którym sprawował posługę kapłańską. W kościele może jednorazowo zmieścić się do 500 ludzi.

Afrykańczycy mają muzykę „we krwi”. W czasie mszy św. śpiewają i grają na instrumentach. Do tego celu używają np. bębna wykonanego z beczki przeciętej na pół. Wierni lubią tańczyć. Parafianie o. Michała Szuby żyją w skromnych mieszkaniach. Ich domy wykonane są z rożnych dostępnych materiałów np. z niewypalonej cegły, bloków cementowych, a dachy – z wyprostowanych arkuszy blachy z poprzecinanych wcześniej beczek. Afrykańczycy doskonale potrafią wykorzystać dostępne materiały.

Po zakończeniu prezentacji fotograficznej misjonarze usłyszeli słowa wdzięczności za ich pracę i poświecenie, oraz za to, że tak jak poprzedni bohaterowie BSM ks. Wojciech Pelc i ks. Andrzej Dańko – misjonarze pełniący posługę w Paragwaju, zechcieli podzielić się z brzozowską społecznością swymi wrażeniami i spostrzeżeniami z misji pełnionych w dalekich i egzotycznych dla nas krajach.

Ostatnim etapem BSM było zwiedzenie wystawy misyjnej zorganizowanej w sali wystaw czasowych brzozowskiego muzeum. Wystawa została zainicjowana przez Annę Mendykę – prezes Fundacji Promocji Zdrowia im. dr nauk med. Stanisława Langa na rzecz Szpitala Specjalistycznego Podkarpackiego Ośrodka Onkologicznego w Brzozowie. Ekspozycja została przygotowana z eksponatów wypożyczonych dzięki uprzejmości: Agnieszki Adamskiej, ks. Tomasza Czopora, Magdaleny Pietrasz, Joanny i Krzysztofa Sabatów oraz Piotra Supla. Większość eksponatów pochodziła z Afryki, ale były także przedmioty z Jamajki i z Ukrainy. Zwiedzający mogli podziwiać małe drewniane krzyżyki, obrazki wyklejane ze słomy, płaskorzeźby Matki Boskiej, rzeźby przedstawiające żyrafy, krokodyla, różańce, bransoletki, albumy ze zdjęciami, druki ulotne, czasopisma: „Posyłam Was”, „Świat Misyjny”, „Misje Dzisiaj” oraz książkę Kibeho. Cud w sercu Afryki ks. Romana Rusinka. Ciekawym eksponatem, będącym przykładem afrykańskiej zaradności, były buty wykonane ze zużytej opony samochodowej.

Marek Marański

fot. Piotr Sobota