Świątki uśpione w drewnie

Zakorzenił się w powszechnym mniemaniu stereotyp, wedle którego rzeźbiarstwo, zwłaszcza pomnikowe, stanowi domenę mężczyzn. Może stąd wynikają, spotykane przez lata, nawet i dzisiaj, reakcje zaskoczenia na owoce tej dyscypliny sztuk plastycznych, które wyszły spod dłuta kobiet. Na szczęście, w regionie brzozowskim, nie tylko w ostatnich latach, pasję rzeźbiarską potwierdzały także twórczynie. Prace jednej z nich – Marty Krupy, laureatki I nagrody ubiegłorocznego, XI Wojewódzkiego Biennale Rzeźby Nieprofesjonalnej im. Antoniego Rząsy w Rzeszowie – mieli okazję podziwiać zwiedzający brzozowskie muzeum w maju br. Otwarcie ekspozycji Świątki uśpione w drewnie zgromadziło w czwartkowe popołudnie 16 maja liczne grono krewnych, przyjaciół i znajomych artystki, a także stałych bywalców placówki kulturalnej w ratuszu.

Wystawa stanowiła wybiórczy przegląd dotychczasowej twórczości nad wyraz skromnej rzeźbiarki, której korzenie sięgają brzozowskiej Borkówki, i skoncentrowała się na tematyce swojskiej, ciepłej i bliskiej odbiorcy sztuki spoza wiodących ośrodków nowoczesnych nurtów artyzmu. Przywodziła na myśl dobrą tradycję lokalnej sztuki sakralnej, obejmując głównie mniejsze i większe świątki, wśród których szczególnie atrakcyjnie prezentują się anioły.

Co jest atutem tej „anielskiej sztuki”? Zapewne ich naturalność, zwyczajność i bliskość, wszakże większość z nas jako jednej z pierwszych modlitw uczona była nabożnego zwrócenia się do własnego anioła stróża o opiekę i orędownictwo u miłosiernego Stwórcy. Anioły są nam zatem znane i drogie niemalże od kołyski. Jakże często zapominamy o ich obecności w naszej egzystencji… Są delikatne, nie wchodzą w nasze życie z butami, zachowują zwiewność, radują się w naszych radościach, smucą w naszych troskach, wspierają, gdy się załamujemy. Może i taka rola tkwi w równie swojskiej sztuce, do której genetycznie należy twórczość bohaterki wystawy.

Jak scharakteryzować ten kunszt? Bardzo dobrze pasuje do tego opis, wyjęty z katalogu pewnej ekspozycji sakralnej pióra ks. prof. Zygmunta Noconia z Seminarium Duchownego w Kielcach: Ukazuje nam ona liczne, czasem trudne do uchwycenia owoce. Najważniejsze przesłanie to trwanie. Trwa coś, co nazywamy sztuką: sakralną, narodową, ludową, regionalną, rodzimą… Czasem trudna do ujęcia w ramy norm wyuczonych i „obowiązujących”. Jest swoista. Trwa kontynuowana z wielkim trudem i ofiarnym wysiłkiem i nie pozwala przeminąć wartościom. Nie dopuszcza do zagubienia wypracowanych przez pokolenia sposobów wypowiedzi. Ważne jest to, że jest bogata mimo niedostatków współczesności. Trwa prosta i zawsze prawdziwa w swoim głównym przesłaniu. Że jest odporna na niedobre wpływy. Że daje nadzieję…”.

Nawet w dzisiejszym, zwariowanym, świecie człowiek jako istota społeczna kieruje się przyrodzonym imperatywem przynależności do jakiegoś kręgu kulturowego lub subkulturowego. Nawet, jeśli chce pozować na niezależnego, tym bardziej, chcąc, nie chcąc, odwołuje się do pewnego systemu wartości lub antywartości. Jakże jasne staje się w tym przełożeniu przesłanie artysty, który identyfikuje się ze sztuką klasyczną, a tym bardziej ze sztuką sakralną, poświęconą zagadnieniom Boskim, ponadczasowym, zawsze aktualnym…

Jedynie część swojej osobowości jesteśmy w stanie wytworzyć sami dzięki talentom złożonym przez Boga w nasze dusze, serca, dłonie, postępowanie. Sporo jednak przejmujemy od bliźnich w formie kultury. Człowiek wyalienowany, czy wykorzeniony, a więc wyrwany ze swojego kręgu kulturowego lub religijnego, cierpi na chorobę, którą nazwać możemy zagubieniem w świecie. Każda dziedzina sztuki, a sakralna w szczególności, opiera się o tradycję. Przerwanie tej więzi oznacza szybką akulturację czy sekularyzację. Przekreślenie tego systemu wartości jest pierwszym krokiem do wyobcowania człowieka ze swego środowiska, ale i działa niekorzystnie na całą wspólnotę, która staje się uboższa, ulega jakiemuś uszczupleniu. Twórcy specjalizujący się w sakralnej sztuce ludowej bądź nie w pełni profesjonalnej, dzięki dużej swobodzie i żywej inwencji wnoszą nieustannie coraz nowe elementy plastyczne i wzbogacają odziedziczone wzory. Zdaniem Aleksandra Błachowskiego „wbrew różnym pesymistom współczesna rzeźba ludowa o treściach religijnych stanowiąc w dużym stopniu kontynuację tradycji sztuki ludowej zawiera dużo nowych, twórczych pomysłów. Sakralna tematyka w naszej rzeźbie ludowej panowała do okresu międzywojennego, po 1945 roku twórcy inspirowani przez organizatorów konkursów i wystaw zaczęli przedstawiać treści świeckie, głównie wiejsko-ludowe, ale też historyczne. Na ogół jednak dzieła o treściach religijnych dominują poziomem artystycznym. Jest to zjawisko kulturowe ogromnie interesujące.

Taką też twórczość – „anielską”, powściągliwą, czasem ascetyczną, niosącą w sobie ducha wzniosłości, a zarazem mocno zakorzenioną w tradycji i bliską sercu już od pierwszego wejrzenia – obejrzeli goście wernisażu. Wcześniej jednak wysłuchali koncertu pieśni religijnych i kompozycji odnoszących się do sfery duchowej. Wykonała je utalentowana skrzypaczka Gabriela Dąbrowska – abiturientka Państwowej Szkoły Muzycznej II stopnia w Sanoku. Wielokrotnie nagradzana instrumentalistka z Przysietnicy przedstawiła audytorium: pieśń Chwalcie łąki umajone z tekstem o. Karola Antoniewicza i muzyką M. Mycielskiego, Arię na strunie G Jana Sebastiana Bacha, kompozycję tytułową z filmu Tajemniczy ogród z muzyką Anny Wiktorowicz, polską wersję pieśni z sanktuarium w Lourdes Po górach, dolinach, utwór Cudowny świat z repertuaru Louisa Armstronga, skomponowany w 1967 r. przez George’a Davida Weissa i Boba Thiele (George’a Douglasa), oraz jedną z najpopularniejszych wersji modlitwy Ave Maria w muzycznej aranżacji Karola Gounoda i Jana Sebastiana Bacha.

Otwarcie wystawy nie mogło się obyć bez autoprezentacji bohaterki wernisażu, artystki mieszkającej w Orzechówce i uczącej plastyki w tamtejszej szkole. Przybliżyła gościom swoją twórczość prostą, nienapuszoną refleksją: Tak naprawdę to zaczęło się w latach szkolnych, gdy miały miejsce pierwsze próby malarskie niewielkich akwarelek, obrazów olejnych, i z tym wiązałam kiedyś swoją przyszłość. Jednakże, jak to nierzadko bywa, moje plany były zapisane zupełnie inaczej. Ale zajęłam się – również ekscytującym, wspaniałym i dającym duże możliwości twórcze – zajęciem z małymi dziećmi, podejmując pracę w szkole – do dzisiejszego dnia; jest to dwudziesty dziewiąty rok pracy z małymi dziećmi w klasach I–III. Drzemiące gdzieś tam pragnienie przeniosło się na dzieci. Łowiłam talenty plastyczne wśród nich, pomagałam je rozwijać, co nierzadko owocowało sukcesami twórczymi. Artystka zwróciła uwagę na swoją pasję twórczą: Proza życia – tak, jak budowa domu, rodzina, praca – odsuwały te drzemiące marzenia w czasie. Do prób malarskich wróciłam kilka lat temu, jednak brakowało mi […] trzeciego wymiaru w […] twórczym zapędzie. Wtedy chyba doszło do głosu, przekazane przez mego tatę – stolarza […] umiłowanie do drewna, jego zapach, ciepło, dotyk. Niejednokrotnie pomagałam mu w „operacjach” w stolarskim warsztacie i dzięki temu chyba zaczęłam odczuwać bliskość tego materiału. Pierwsze moje formy rzeźbiarskie to były […] zwykłe, strugane nożem ptaszki; kolejne prace to – […] wymagające większego wyczucia przestrzeni, proporcji i kształtu – figurki pasterzy, aniołków – i to już prawdziwymi […] dłutami rzeźbiarskimi. Stąd właśnie zrodził się pomysł pokazania rozwoju mojego warsztatu – począwszy od pierwszych prac […], można powiedzieć „kołeczków”, po stan obecny – to są […] stojące kapliczki – […]najnowsze prace. Piękny jest tytuł wystawy; zauroczył mnie od samego początku […] – „Świątki uśpione w drewnie”. Bardzo mi się to spodobało, bo prawdziwie są uśpione, bo mają pozamykane oczy – bo nie umiem jeszcze rzeźbić otwartych oczu. Są w letargu modlitewnym […] jedne dziękują – to są właśnie aniołki, inne proszą – to Maryjki, a jeszcze inne zamartwiają się za nas – to są Jezuski. […] Jedną z grup tematycznych, którą często tworzę, są aniołki i anioły.

Mój sposób widzenia został właśnie zauważony […] na biennale rzeźby nieprofesjonalnej, i w nagrodę moje rzeźby zostały wystawione w Galerii Antoniego Rząsy w Zakopanem – przeżycie […] niesamowite; życzę wszystkim rzeźbiarzom takiego właśnie spotkania z […] duchem artysty […] z naszego regionu.

Prace swoje wystawiam również od kilku lat w ramach wystawy rzeźby nieprofesjonalnej w Jasienicy Rosielnej, organizowanej przez Gminny Ośrodek Kultury […], wdzięczna jestem Panu Dyrektorowi Janowi Winiarskiemu i Pani Krysi Kielar, którym – mogę tak swojsko powiedzieć – „wyciągnęli mnie za uszy” gdzieś tam z tych moich „szuwarków” w Orzechówce i pozwolili na pokazanie tego, co robię. Oni w zasadzie po raz pierwszy pchnęli mnie w to, żeby pokazać, i żeby tworzyć.

Rzeźby, które Państwo oglądać będziecie, to tylko część moich zbiorów; część jest u znajomych, u rodziny. […] oglądając moje prace, traktujcie je jako wyraz mojej skromnej, płynącej z serca, interpretacji Jezuska Frasobliwego, Józefa, Maryi, Aniołków Stróżów i – tak charakterystycznych dla naszego regionu – kapliczek.

Artystka skorzystała ze sposobności i podziękowała za wsparcie w twórczości ludziom dobrej woli, przede wszystkim swojej mamie, a także m.in.: pomysłodawcy wystawy – radnemu Andrzejowi Rzepce, aranżerce ekspozycji – adiunkt muzealnej Agnieszce Adamskiej i współpracującej z nią asystentce muzealnej Monice Sowińskiej oraz otwierającej muzycznie wernisaż Gabrieli Dąbrowskiej.

Ciepłe słowa o rzeźbiarce wypowiedzieli jej znajomi. Dyrektor Gminnego Ośrodka Kultury w Jasienicy Rosielnej Jan Winiarski przypomniał owocną współpracę twórczyni z kierowaną przez niego placówką: Z Panią Martą Krupą spotkaliśmy się twórczo po raz pierwszy w 2006 r. na wystawie malarstwa i rzeźby w Gminnym Ośrodku Kultury w Jasienicy Rosielnej. Na tej wystawie znalazły się takie prace, jak: „Aniołek”, „Maryja”, „Święty Józef” i „Chrystus Frasobliwy”. Do tej pory Pani Marta Krupa uczestniczy w każdej wystawie, organizowanej przez Gminny Ośrodek Kultury w Jasienicy Rosielnej. Bierze także udział w innych wystawach, np. w wystawie sztuki sakralnej „(Na)tchnienia” w Bliznem, Wystawie Rzeźby Nieprofesjonalnej im. Antoniego Rząsy w Rzeszowie, gdzie w ubiegłym roku otrzymała I nagrodę. Szef jasienickiej placówki kultury zakończył swoje wystąpienie serdecznie, a zarazem humorystycznie słowami: Dziękuję Pani Marcie za współpracę, jak również Małżonkowi, o którym nic tutaj nie zostało powiedziane, a wspiera Ją twórczo.

Wątki humorystyczne swojej znajomości z artystką przedstawił także radny Andrzej Rzepka, który w ramach Rady Miejskiej w Brzozowie przewodniczy Komisji Kultury, Oświaty, Sportu, Turystyki i Wypoczynku. Uśmiech wywołał już pierwszymi zdaniami, mówiąc m.in.: Naszą dzisiejszą bohaterkę znam od wielu lat; może nie jest to dobrze powiedziane, bo sama Marta wiele lat nie ma, więc trochę przesadziłem. Chciałbym powiedzieć o Jej twórczości, działalności artystycznej, bo to nie jest […] tylko rzeźba. Warto wspomnieć o początkach tej działalności, gdy w kościele w Orzechówce, kiedy przystrajała ołtarze, do czego trzeba mieć zmysł artystyczny, i trzeba wiedzieć, jak to zrobić. Kolejnym aspektem, związanym z kościołem w Orzechówce, są bożonarodzeniowe szopki. Marta zawsze wiedziała, w którym miejscu ma stać aniołek; w którym – św. Józef; tego Jej nie trzeba było tłumaczyć, i to wyczucie widać w […] Jej […] pracy artystycznej. Kolejną kwestią, którą jestem zachwycony, jest Ich ogród […]. Tam nie ma ogrodzenia, tam nie ma bram, tam jest prawdziwe Schengen. Można wejść, pooglądać, i widać to artystyczne oko Marty. A co mnie tam jeszcze zaskakuje? Tu stoi aniołek, tam – Frasobliwy. […] te rzeźby stoją w najwłaściwszych miejscach, gdy się temu bliżej przyglądnąć – to ich stanie właśnie tam – ma sens; tak naprawdę stoi tam, gdzie powinno. […] Mam może skrzywienie zawodowe, bo „narabiam” codziennie w drewnie i jestem drewnem po prostu zachwycony; w tych rzeźbach w drewnie widzę piękno, a trochę tych rzeźb widzę i trochę współpracuję z rzeźbiarzami, to mogę powiedzieć, że – co prawda – każdy robi to troszeczkę inaczej, ale rzeźba w drewnie – moim zdaniem – jest najpiękniejszą rzeźbą, jaka może istnieć.

Nietuzinkowej twórczości pogratulowały artystce również koleżanki z pracy – była dyrektor szkoły Krystyna Masłyk i obecnie prowadząca placówkę Ewa Niemiec. Pierwsza z wymienionych wspomniała o tym, że: Marta wniosła ducha artystycznego do naszej szkoły i już powiedziała o talentach, które wyławiała. Ale w Jej dorobku są i jasełka, których wystrój był dziełem Marty, i plenery, które były Jej pomysłem, a także przepiękne wernisaże, na które zawsze robiła i wystrój, i miała wyjątkowy pomysł na każdy z nich.

Wystawa skromnej rzeźbiarki stała się wydarzeniem, szczególnie dla rodziny artystki. Honorowe miejsca w tym gronie zajęła jej siostra – dr hab. Dorota Jajko-Sankowska prof. UR z Zakładu Rysunku Uniwersytetu Rzeszowskiego wraz z mężem dr. Jarosławem Sankowskim z Zakładu Malarstwa tejże uczelni. Nie zabrakło wśród gości przedstawicieli środowisk samorządowych, oświatowych i społeczno-kulturalnych gmin Brzozów i Jasienica Rosielna. Zwiedzający ekspozycję nie kryli zauroczenia bezpośrednią, a zarazem niezwyczajną „anielską sztuką” mistrzyni dłuta z Orzechówki.

M.A.J.


fot. Piotr Sobota