Sprawy Polski, wolności, niepodległości były dla niego bardzo ważne

Kto miłuje księgi, nie miewa tęskności – cytat ten autorstwa renesansowego poety Biernata z Lublina nie bez powodu możemy odczytać na dyplomie zaświadczających przyznanie jednego z odznaczeń doc. dr. Adamowi Fastnachtowi. Doskonale opisuje postać i dokonania wybitnego badacza rękopisów.

Kilka dni temu, 27 lipca 2013 r., minęła setna rocznica urodzin tego – zasłużonego dla historycznej ziemi sanockiej (w przedrozbiorowych granicach), w tym regionu brzozowskiego – historyka, wieloletniego pracownika Działu Rękopisów Biblioteki Zakładu Narodowego im. Ossolińskich we Wrocławiu. Z tej okazji 4 lipca w murach Muzeum Regionalnego, któremu od 1987 r. patronuje doc. dr Adam Fastnacht, miała miejsce sesja okolicznościowa, a także otwarcie wystawy wspomnieniowej składającej się z pamiątek rodzinnych wypożyczonych przez rodzinę.

Spotkanie, którego organizatorem była brzozowska placówka muzealna, zgromadziło w sali ratusza najbliższych krewnych badacza z zasłużonej rodziny Fastnachtów na czele z córką Anną Fastnacht-Stupnicką (wraz z mężem Józefem Drwięgą) i kuzynem, seniorem rodu, Wacławem Fastnachtem. Dyrektor Mariusz Kaznowski miał okazję powitać również przyjaciół historyka, w tym znakomitego sanockiego poetę Janusza Szubera, przedstawicieli brzozowskich i sanockich władz samorządowych oraz instytucji kulturalnych i oświatowych, reprezentantów świata nauki na czele z prof. dr. hab. Jerzym Czajkowskim, a także sympatyków brzozowskiego muzeum.              

Na wstępie spotkania dyrektor zwrócił uwagę, że sesja nie ma charakteru naukowego, a raczej formę nieformalną, okolicznościową, mającą na celu przypomnienie i popularyzację osoby, działalności i zasług doc. dr. Adama Fastnachta. Jednocześnie podkreślił, że badacz osadnictwa w ziemi sanockiej, posiadając warsztat, wiedzę merytoryczną, jak również doskonałe pióro, aby poruszać ważne zagadnienia przeszłości np. stosunki polsko-ruskie czy kwestie osadnictwa niemieckiego, wybrał jednak drobiazgową, tytaniczną pracę nad rękopisami, skądinąd często najcenniejszymi zabytkami pisanymi w Polsce.

Wystąpienie burmistrza Józefa Rzepki oficjalnie otwarło sesję rocznicową. Swe przemówienie włodarz Brzozowa rozpoczął od przytoczenia inwokacji poematu Karola Wojtyły Myśląc Ojczyzna: Ojczyzna – kiedy myślę – wówczas wyrażam siebie i zakorzeniam, mówi mi o tym serce, jakby ukryta granica, która ze mnie przebiega ku innym, aby wszystkich ogarniać w przeszłość dawniejszą niż każdy z nas: z niej się wyłaniam… gdy myślę Ojczyzna – by zamknąć ją w sobie jak skarb. Pytam wciąż, jak go pomnożyć, jak poszerzyć tę przestrzeń, którą wypełnia.

Te słowa odniósł do osoby i dzieła doc. dr. Adama Fastnachta: Oglądając w stulecie jego urodzin pamiątki zgromadzone na wystawie wspomnieniowej, niemal od razu widoczne jest to silne zakorzenienie – w polskości, w patriotyzmie, dużej i małej Ojczyźnie i Jej historii. Zwiedzając wystawę, nie sposób przejść obojętnie obok wspaniałego świadectwa  zakorzenienia. Widząc jak piękną drogę w ciągu 150 lat przeszła rodzina ubogich niemieckich emigrantów, przygarnięta do serca przez nową ziemię ojczystą, której odwdzięczyła się aż po ofiarę najwyższą.

Trudno nie wzruszyć się oglądając osobiste pamiątki, widząc pierwszy artykuł młodego uczonego opublikowany w Kurierze Lwowskim, wiedząc o działalności konspiracyjnej i śmierci brata Mariana, rozstrzelanego przecież przez Niemców; a także mogąc oglądać fiszki i rękopisy do fundamentalnych dla badaczy historii naszego regionu dzieł: Osadnictwa ziemi sanockiej czy Słownika historyczno-geograficznego ziemi sanockiej. Trudno nie oprzeć się wrażeniu, że doc. Adam Fastnacht jako historyk w sposób symboliczny przeszedł tę samą drogę, jaką pół tysiąca lat przed nim pokonywali osadnicy wezwani z Zachodu przez króla Kazimierza Wielkiego.

A z drugiej strony studia i asystentura na Uniwersytecie Jana Kazimierza we Lwowie, doktorat już po wojnie na Uniwersytecie Jagiellońskim, aż wreszcie 30-letnia praca w Bibliotece tak bliskiego, bo przeniesionego ze Lwowa do Wrocławia, Zakładu Narodowego imienia Ossolińskich – to wszystko sprawiło, że Adam Fastnacht był uczestnikiem innej akcji przesiedleńczej, do której Polaków zmusiły decyzje, jakie zapadły w pałacu Liwadia w Jałcie.

Owo zakorzenienie i nieodparte dążenie do ogarnięcia ojczystej przeszłości, poparte żmudnym wysiłkiem przyniosły owoce w postaci publikacji i książek dotyczących naszej historii regionalnej. Z różnych względów nie ukazało się tyle, ile zamierzył sam doc. Fastnacht. Jego dalekosiężne zamierzenia i plany przerwała przedwczesna śmierć.

Autor nie doczekał pieczołowicie – jak wszystko – przygotowanej monografii historycznej Leska. A my dziś możemy żałować, że nie było mu dane zająć się tak blisko dziejami Brzozowa. Jednak w zamian za to jesteśmy wdzięczni za to, że to właśnie dzięki wsparciu Adama Fastnachta powstało Muzeum Regionalne w Brzozowie. Uczony był jego gorącym orędownikiem. Dlatego w niewiele miesięcy po śmierci zupełnie zasłużenie, w oczywisty sposób, został jego patronem. []

Patron brzozowskiego muzeum stanowi niedościgły wzór umiłowania ziemi swojego urodzenia i ocalenia od zapomnienia dorobku pokoleń, które od stuleci tu mieszkały i pracowały. I życzyłbym sobie, aby jego rzetelność, uczciwość i pracowitość należycie doceniali kolejni wzrastający na naszej ziemi historycy, regionaliści czy po prostu wszyscy miłośnicy dziejów ziemi brzozowskiej. Bo przecież – jak napisał Karol Wojtyła w ostatnich słowach wspomnianego poematu – Ucząc się nowej nadziei, idziemy poprzez ten czas ku ziemi nowej. I wznosimy ciebie, ziemio dawna, jak owoc miłości pokoleń, która przerosła nienawiść.”

Pracownik muzeum Mateusz Podkul przedstawił prezentację multimedialną, starając się w popularny sposób przybliżyć postać doc. dr. Adama Fastnachta jako człowieka, historyka i patrona. Na wstępie omówił kwestię przodków historyka. Rodzina Fastnachtów przybyła na ziemie polskie z niemieckiej Wirtembergii po I rozbiorze na fali tzw. kolonizacji józefińskiej i osiedliła się w okolicach Przemyśla, w kolonii Falkenberg (ob. Nowe Sady). W połowie XIX w. dziadek Adama, Jan, poślubił Zofię Stupnicką, wywodzącą się z drobnej szlachty zagrodowej z Seredniego Małego w Bieszczadach, z rodziny o silnych tradycjach patriotycznych (które przekazała swoim dzieciom), i osiadł w Sanoku. Prelegent zwrócił uwagę na ogromne zasługi położone na rzecz Polski przez Fastnachtów na niwie walki zbrojnej, jak również pracy społecznej, przy czym szczególnie zaakcentował rolę stryja Adama – Edwarda. Istotną rolę w wychowaniu dzieci: Adama, Mariana i Janiny odegrali rodzice, Zofia z Wołoszczaków i Władysław.    

Od wczesnych lat młodzieńczych pasją patrona brzozowskiego muzeum stała się historia ziem rodzinnych, szczególnie Sanoka i ziemi sanockiej. Zainteresowania rozwijał podczas studiów magisterskich i doktoranckich na Uniwersytecie Jana Kazimierza we Lwowie pod okiem prof. Franciszka Bujaka, a także uczestnicząc w pracach Muzeum Ziemi Sanockiej. Świetnie rozwijającą się karierę naukową przerwał wybuch II wojny światowej, podczas której Adam Fastnacht działał w strukturach Polskiego Państwa Podziemnego, a w latach 1942–1944 – zagrożony aresztowaniem przez Gestapo – musiał się ukrywać pod zmienionym nazwiskiem, z dala od żony Kazimiery  i nowo narodzonego syna Zbigniewa.

Po krótkim powojennym epizodzie w Sanoku Adam Fastnacht już jako doktor przeniósł się do Wrocławia, miasta, które po wojnie przejęło lwowskie tradycje naukowe i kulturalne. Nad Odrą pracował w Dziale Rękopisów Biblioteki Ossolineum, udzielał się w wielu instytucjach naukowych i kulturalnych, nie zapominając jednak o rodzinnych stronach. Praca naukowa, w tym wiele publikacji poświęconych dziejom ziemi sanockiej, i społeczna przyniosły mu wiele odznaczeń i wyróżnień, na czele ze Złotym Krzyżem Zasługi i Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski. Po śmierci w 1987 r. imię doc. dr Adama Fastnachta nadano Muzeum Regionalnemu PTTK w Brzozowie.

Po referacie Mateusza Podkula przybyli goście – dzięki uprzejmości prezesa Radia Wrocław SA Tomasza Dudy i kwerendzie pracowniczki tej rozgłośni Joanny Mireckiej – mogli wysłuchać nagrania z archiwów Radia Wrocław SA. Gościem audycji z lat 70. ubiegłego wieku poświęconej nowym nabytkom Ossolineum był doc. dr Adam Fastnacht, który interesująco opowiadał o rękopisie listu z początku XIX w. Uczestnicy sesji mogli osobiście poznać, a członkowie rodziny i przyjaciele przypomnieć sobie głos znakomitego badacza.

Oficjalny program sesji jako drugie przewidywał wystąpienie, a raczej refleksję Mój Tato córki patrona  muzeum. Anna Fastnacht-Stupnicka podzieliła się własnymi przemyśleniami oraz doświadczeniami na temat ojca. Na wstępie podziękowała za organizację sesji i przygotowanie wystawy, po czym przekazała pozdrowienia od mamy, wyrażającej żal z powodu nieobecności w Brzozowie. Córka historyka podjęła próbę odpowiedzi na pytanie: Jaki był mój Tato? Jak przyznała, niedawno w osiedlowym sklepiku spotkała profesora słynącego z krytycznych uwag pod adresem innych osób. Ach, Pani Ojciec to był cudowny, wspaniały człowiek, to był święty człowiek – usłyszała wówczas.

Według córki na charakter ojca składało się wiele niepowtarzalnych i wyjątkowych cech, wśród których wymieniła: ambicję, stanowczość, dobre, przedwojenne wychowanie, dużą kulturę osobistą oraz kurtuazję wobec kobiet – ojciec o kulach wstawał nawet na powitanie. Zapamiętała go jako wymagającego – wymagał od innych, ale przede wszystkim od siebie. Odniosła się do opinii mamy, która stwierdziła kilka lat temu, że w małżeństwie byli jak woda i ogień. Mama (ogień) miała za zadanie zadbać o byt, jedzenie, podczas gdy dla taty, to co zje było nieistotne, to było na dalekim planie – najważniejsza była praca naukowa i to, co po sobie zostawi. Adam Fastnacht w stosunku do dzieci (syna Zbigniewa i córki Anny) był surowy oraz wymagający, ale jednocześnie troskliwy i dający oparcie duchowe i moralne.

Podczas posiłków podejmowali dyskusje na temat stosunków polsko-żydowskich, polsko-ukraińskich, jak i kwestii komunizmu. Na pierwszy rzut oka dla osób go nieznających wydawał się nieprzystępny, surowy, ale po bliższym poznaniu okazywał się ciepły i z poczuciem humoru – ta pozorna nieprzystępność okazywała się rzeczą poboczną. Miał opinię małomównego, ale mało mówił wtedy, gdy toczyła się rozmowa o niczym, o banałach, natomiast gdy rozmowa przechodziła na tematy naukowe, o Sanoku, o ziemi sanockiej, to ożywiał się, opowiadał dużo i bardzo interesująco. Zawsze sprawy Polski, wolności, niepodległości były dla niego bardzo ważne – mówiła. Wpajał dzieciom patriotyzm, ale w sposób taktowny. Podczas relacjonowania przez córkę historykowi strajków studenckich w 1968 r., ten przyznał, że przed wojną takie wiece odbywały się ciągle. Z kolei podczas powstawania „Solidarności” czuła w nim ogromne zaangażowanie i wsparcie duchowe – w stanie wojennym przestrzegał mnie bym uważała, bo mam małe dziecko.

W 1975 r. dr Adam Fastnacht otrzymał stanowisko docenta. Anna Fastnacht-Stupnicka przyznała, że ojciec nie lubił słowa „docent”, wolał określenie „samodzielny pracownik naukowy”. Ważny egzamin bibliotekarski w grudniu 1948 r. zdawał w dniu, w którym ona się rodziła. Miał rzec wtedy do żony, gdy prosiła o akuszerkę podczas porodu w domu: Ale wybrałaś sobie termin, akurat dzisiaj mam egzamin. Oba wydarzenia zakończyły się pełnym sukcesem – córka przyszła na świat bez komplikacji, a ojciec zdał na piątkę.

W pamięci Anny Fastnacht-Stupnickiej tato zapisał się jako osoba powściągliwa w pochwałach – przy wypracowaniach zwrot „może być” oznaczał najwyższą formę pochwały. Zawsze uczulał: cokolwiek robisz, rób dobrze. Słowa te przypominają jej się podczas codziennych czynności.

Ojciec czytał bajki, opowiadał Trylogię. Mówczyni przywołała uroczą, wspólną wycieczkę we dwójkę. Wyposażeni w kanapki, udali się z Sanoka pociągiem do Rzepedzi, po drodze poznając mijane miejscowości. Niestety pogoda nie dopisała. Na moście w Rzepedzi wyciągnęli kanapki, aby nakarmić rybki, po czym najbliższym pociągiem wrócili do Sanoka. Tę wycieczkę – jak zdradziła – wspominali do końca życia.

Duża zmiana we wrocławskim życiu Fastnachtów wiązała się z kłopotami zdrowotnymi pracownika Ossolineum. Anna Fastnacht-Stupnicka kończyła szkołę podstawową, gdy ojciec zaczął chorować – odezwała się kontuzja z dzieciństwa, do której doszły inne schorzenia nogi i biodra. Dom wypełniony był bólem, cierpieniem i obawami, co przyszłość przyniesie – przyznała.

Podczas pobytu w szpitalu po amputacji nogi dr Adam Fastnacht poprosił o stolik i mniejszą salę, aby w skupieniu i ciszy wykonać korektę do pierwszego wydania najważniejszego życiowego dzieła naukowego Osadnictwo ziemi sanockiej w latach 1340–1650. Powrót do domu wiązał się z nastaniem trudnego czasu: ojciec zrobił się nerwowy, niecierpliwy, podrażniony. Toczono długie rozmowy, czy ma wrócić do pracy w Ossolineum czy iść na rentę, zwłaszcza że wiadomo było, że nie będzie mógł nosić protezy, gdyż zniekształcenie biodra na to nie pozwalało. Córka wówczas podzieliła się z nim własną opinią na ten temat: Tato, ja sobie nie wyobrażam, żebyś ty nie pracował w Ossolineum, zrezygnował z działalności zawodowej, a siedział w domu. Jak podkreślała po półwieczu, ojciec od dziecka pracował, zawsze był czymś zajęty.

Powrót do pracy okazał się być przeogromnym wysiłkiem fizycznym i psychicznym: Ojciec jawi mi się jako postać heroiczna. Chodził o kulach do 1979 r., do przejścia na emeryturę. Dojeżdżał autobusem, a następnie kilka przystanków tramwajem. Nie jeden raz wracał poplamiony i zabłocony – po tym rozpoznawaliśmy, że się pośliznął i przewrócił. Niejeden raz miał skaleczoną rękę. Nigdy do upadku się nie przyznawał, ale to było widać. Z relacji pracowników Ossolineum wynika, że książki sam zanosił na drugie piętro, nie prosił o pomoc współpracowników, gdyż nie lubił tego robić.

Po amputacji nogi jeździł na wakacje w Bieszczady, m.in. do Cisnej i Dołżycy, spakowany jedynie w teczkę – zabranie większego bagażu było niemożliwe. Zawsze był szczęśliwy, gdy przyjeżdżał do Sanoka. Ostatni raz w Bieszczadach był pół roku przed śmiercią – siedząc na kładach drewna, z przeogromną miłością w oczach patrzył na te góry.

W trakcie rozmowy z żoną przyznał, żeby się nie wysilała z marmurami czy granitami na nagrobku – na miejscu wiecznego spoczynku chciał, aby umieszczono prosty kamień bieszczadzki. Zgodnie z wolą takowy przywieziono z umiłowanej Cisnej i posadowiono na mogile na Cmentarzu Grabiszyńskim, gdzie został pochowany. Dzień przed pogrzebem do domu Fastnachtów zatelefonowała inna ogromnie dla Sanoka zasłużona postać – ks. Adam Sudoł (który wówczas przebywał we Wrocławiu) z prośbą o rozmowę z ojcem. Dowiedziawszy się o śmierci historyka, odprawił mszę i wygłosił piękne przemówienie – był jedynym przedstawicielem ziemi sanockiej, która w osobie księdza Sudoła żegnała ojca.

Brakuje mi ojca, choć tyle lat minęło od jego śmierci. Brakowało go szczególnie, gdy pisałam artykuły zahaczające o problematykę, którą się ojciec zajmował, gdy pisałam książkę o Polakach, którzy zostali po wojnie we Lwowie. Ciągle czuję jego duchową obecność. Myślę, że dzisiaj z nami wszystkimi tutaj jest – zakończyła swą refleksję córka znakomitego historyka.

Trzecim „oficjalnym” prelegentem sesji był przewodnik beskidzki dr Hubert Ossadnik. Pracownik Muzeum Budownictwa Ludowego w Sanoku, zanim zaprezentował wystąpienie poświęcone Łemkowszczyźnie wschodniej jako elementowi pogranicza etnicznego i etnograficznego w ziemi sanockiej – a więc tematyce, z którą osobiście mógł się zapoznać dr Adam Fastnacht, gromadząc eksponaty do muzeum sanockiego w latach międzywojennych – podzielił się własnymi refleksjami: Ziemia sanocka miała to szczęście, że pojawiło się kilku wspaniałych badaczy, którzy rozsławili jej imię m.in. Adam Fastnacht, Franciszek Bujak, Przemysław Dąbkowski, z młodszego pokolenia badaczy – Feliks Kiryk czy też znajdujący się tutaj na sali piszący o osadnictwie w ziemi sanockiej prof. Jerzy Czajkowski. Przypomniał, że doc. dr Adam Fastnacht był związany z Muzeum Budownictwa Ludowego w Sanoku (w początkowych latach istnienia tej instytucji) jako redaktor pierwszych numerów biuletynu muzealnego (obecnie ukazującego się pod nazwą „Materiały Muzeum Budownictwa Ludowego w Sanoku”).

Terenem, który szczególnie pasjonuje dr Huberta Ossadnika, jest część Łemkowszczyzny bardzo mocno osadzona w ziemi sanockiej, o której pisał Adam Fastnacht. Przedmiot zainteresowań pracownika sanockiego MBL, czyli  pogranicze etniczne i kulturowe południowo-wschodniej Polski, wynika z fenomenu, jakim była wieloetniczna i wielokulturowa Rzeczpospolita, zarówno przedrozbiorowa, jak i międzywojenna. Utrata Kresów Wschodnich po II wojnie światowej spowodowała zamknięcie Polski w granicach etnicznych, propagandowo określanych wówczas „granicami piastowskimi”. Badacz przypomniał, że w Polsce Ludowej mniejszości narodowe stanowiły około 1% ludności, a więc ilość znikomą w porównaniu z okresem II Rzeczypospolitej, gdy 1/3 mieszkańców kraju nad Wisłą stanowili przedstawiciele mniejszości narodowych (w tym Ukraińcy – ponad 5 mln i Żydzi – ponad 3 mln).

W skład mniejszości wchodziła wówczas również ludność łemkowska, która w latach 40. XX w. doświadczyła rozproszenia w wyniku dwóch fal wysiedleńczych (w latach 1944–1946 i w 1947 r.) w okresie walk z Ukraińską Powstańczą Armią. Łemkowie mieli znikomy kontakt z konfliktem rozgrywającym się głównie w Bieszczadach, Pogórzu Przemyskim i Chełmszczyźnie, ale w jego efekcie również ucierpieli.  

Łemkowszczyzna wschodnia, leżąca na terenie ziemi sanockiej, to region etnograficzny zlokalizowany na pograniczu Bieszczadów i Beskidu Niskiego. Przebiega tam nie tylko granica etnograficzna, ale również geograficzna, fizjograficzna i florystyczna pomiędzy Karpatami Wschodnimi a Karpatami Zachodnimi. Prelegent wyjaśnił, że jest to kraina przejściowa, a granica przebiega mniej więcej dolinami rzeki Osławy i Osławicy – takim wyraźnym oddzielającym działem, istotną granicą jest pasmo Wysokiego Działu. Łemkowszczyzna wschodnia obejmowała ponad 60 miejscowości z terenu powiatu sanockiego i leskiego stanowiąc wraz z Łemkowszczyzną środkową i zachodnią najdalej na zachód wysunięty klin osadnictwa ruskiego w polskiej części Karpat o długości ok. 150 km i szerokości 20–50 km.

Obszar Łemkowszczyzny etnografowie dzielą na 3 części: wschodnią (pomiędzy Jasiołką a Osławą i Osławicą), środkową (pomiędzy Jasiołką a Ropą – teren historycznej ziemi bieckiej) i zachodnią (od Ropy po Poprad) wraz z izolowaną grupą Rusi Szlachtowskiej. Granicę wschodniej części na północy wytyczają Wzgórza Rymanowskie i częściowo pasmo Bukowicy, a na południu – główna grań Karpat. Dzięki wybudowaniu biegnącej doliną Osławy Pierwszej Węgiersko-Galicyjskiej Kolei Żelaznej w 1872 r. oraz gościńcowi cesarskiemu w dolinie Jasiołki na ograniczonym naturalnymi formami krajobrazu obszarze zaistniała możliwość komunikacji. W latach 30. XX w. pomysłem, który mógł wpłynąć na dostępność regionu, gdyby został wówczas zrealizowany, była droga im. gen. Tadeusza Kasprzyckiego, mająca spiąć dolinę Osławy z doliną Jasiołki, od Komańczy po Duklę. Plan międzywojennego Towarzystwa Rozwoju Ziem Wschodnich został zrealizowany jednak dopiero po wojnie, w latach 70. XX w.

W okresie międzywojennym Łemkowie znajdowali się na etapie określania swojej tożsamości, świadomości narodowej, wyboru pomiędzy ukraińską opcją narodową a narodowością łemkowską. Wysiedlenia ludności ruskiej, w tym łemkowskiej, sprawiły, że obszar m.in. Bieszczadów, Beskidu Niskiego, Pogórza Przemyskiego i Chełmszczyzny w ogromnym stopniu uległ depopulacji. Miejsca po wysiedlonych zajęli przybysze z innych terenów Polski. Część Łemków powróciła na tereny górskie na fali tzw. odwilży gomułkowskiej.

Przed II wojną światową Łemkowszczyzna wschodnia ulegała zmianom charakterystycznym dla epoki, ale niezauważalnym przez samych Łemków. Po analizie materiału źródłowego dr Hubert Osasadnik przedstawił charakter tych zmian. Wśród Łemków rywalizowały ze sobą różne opcje polityczne, głównie staroruski i ukraiński ruch narodowy. W tym drugim dużą rolę odgrywało Towarzystwo „Proświta” („Proswita”), wydające od 1933 r. pismo „Nasz Łemko”. Działalność wśród Łemków prowadziła również rosyjska partia włościańska o charakterze rusofilskim oraz powstały w 1933 r. Łemko-Sojuz (Związek Łemkowski, organizacja starorusinów), którego organem prasowym był „Łemko”. Intensywną działalność prowadziły również środowiska emigracyjne.

Charakter opcji politycznych określał późniejszą formę narodowego określenia się. Zwolennicy ruchu staroruskiego używali wobec siebie miana „Łemków”, a zwolennicy ruchu narodowego określali się mianem „Ukraińców”. Jako paradoks prelegent przytoczył przykład badanej przez siebie wsi Osławica, gdzie na 500 mieszkańców będących Rusinami (Łemkami) kilku gospodarzy uważało się za Ukraińców. Dochodziło do sytuacji, że jedna część wsi była skonfliktowana z drugą.

Pracownik sanockiego skansenu scharakteryzował również politykę przedwojennych władz polskich wobec kwestii łemkowskiej. Rząd polski starał się być aktywny w tym temacie, gdyż w Łemkowszczyźnie widział zaporę przed rozprzestrzeniającym się narodowym ruchem ukraińskim. Na fali tych zainteresowań powołano Podkomitet ds. Łemkowszczyzny przy Komitecie ds. Narodowościowych, a przy Komisji Badań Naukowych Ziem Wschodnich powstał osobny Komitet Łemkowski pod kierownictwem prof. Jerzego Smoleńskiego. Prowadzono wtedy szerokie badania, w których uczestniczyły ówczesne sławy etnografii polskiej: Jerzy Smoleński, Stanisław Leszczycki czy Roman Reinfuss. Ustalenia naukowców przybliżyły wiedzę o Łemkowszczyźnie oraz pozwoliły czynnikom rządowym sformułować wnioski o charakterze politycznym. Chciano w ramach polityki regionalizacji podzielenia grup ruskich, aby podsycać i podkreślać ich niezależność od narodowego ruchu ukraińskiego.

Na obszarze Łemkowszczyzny wschodniej nie przeprowadzono w okresie międzywojennym prawie żadnych badań ze względu na oddalenie od miast i rzadkiej sieci dróg – skupiano się głównie na okolicach Krynicy. Między Jasiołką a Osławą ważną rolę odegrał Sanocki Inspektorat Szkolny, który w latach 1936–1939 rozprowadzał wśród nauczycieli szkół łemkowskich ankietę dotyczącą wielu elementów życia Łemków.

Doktor Hubert Ossadnik przypomniał rozmieszczenie grup etnograficznych w południowo-wschodniej Polsce oparte na badaniach Romana Reinfussa, a później uzupełnione o prace zespołu z sanockiego skansenu pod wodzą prof. Jerzego Czajkowskiego. Między grupami etnicznymi występowało silne pogranicze etniczne i kulturowe. Mówca przeanalizował około 13 tys. wpisów w księgach metrykalnych, które potwierdziły tezę o bardzo silnym izolacjonizmie kulturowym i biologicznym pomiędzy Łemkami a Bojkami, podobnie między grupami ruskimi a pogórzańskimi. Jednym z dowodów na to była mała liczba zawieranych małżeństw mieszanych.

Od końca XIX w. do lat 40-. XX w. na Łemkowszczyźnie, a szczególnie w jej wschodniej części następuje stopniowe odejście od określeń dotychczas używanych, czyli „Rusin” oraz „Łemko” na rzecz określenia „Ukrainiec”. Na zjawiska te wpływ miało ścieranie się wspomnianych opcji polityczno-narodowościowych, uświadamianie poprzez czytelnie Kaczkowskiego o charakterze staroruskim oraz „Proświtę”. Łemkowszczyzna wschodnia stała w opozycji do zachodniej, gdzie ludność miejscowa powszechnie nazywała siebie „Łemkami”. Wschodnia różniła się od reszty również akcentem w mowie – pomiędzy Jasiołką a Osławą akcent był zmienny.

Drugą kwestią rozpalającą Łemkowszczyznę w międzywojniu stanowiły problemy religijne: rozprzestrzenianie się prawosławia, aktywna działalność ruchów protestanckich z udziałem powracających emigrantów oraz tworzenie się nowych grup wyznaniowych. Część parafii w ramach tzw. schizmy tylawskiej odeszła od Kościoła greckokatolickiego – aby temu przeciwdziałać w 1934 r. powstała niepodlegająca greckokatolickiej diecezji przemyskiej Apostolska Administracja Łemkowszczyzny. Do wprowadzenia tych zmian przyczyniły się m.in.  opłaty za posługi religijne i zmiany w liturgii.

Ludność Łemkowszczyzny wschodniej była zamknięta w obszarze swojej wsi, parafii – zarówno w sferze obyczajowo-towarzyskiej, jak i demograficznej. Miejscem rywalizacji o duszę Łemka między nurtami politycznymi, ale i z udziałem polskich władz stała się szkoła. Władze polskie prowadziły politykę utrakwistyczną (utrakwistyczny model szkół) – na obszarach z dużym odsetkiem mniejszości tworzono szkoły dwujęzyczne.

Zwarta wspólnota Łemków po wysiedleniu w latach 40. XX w. już nie istnieje. Obecnie zamieszkują w rozproszeniu m.in. obszary na Dolnym Śląsku i ziemi lubuskiej: okolice Legnicy, Polkowic, Nowej Soli i Zielonej Góry. W rodzinnej ziemi zasiedlają licznie takie miejscowości, jak: Bartne, Blechnarka, Bielanka, Komańcza, Wysowa, Zdynia i Zyndranowa. Żyją ponadto w rozproszeniu na Ukrainie. Doktor Hubert Ossadnik przyznał na zakończenie swego wystąpienia, że Łemkowszczyzna wschodnia pozostaje nadal nieodkryta, czekając na swego badacza.

Prezentacja o Łemkowszczyźnie zakończyła programową część sesji. Ponownie głos zabrała Anna Fastnacht-Stupnicka, która uzupełniła swoją wcześniejszą wypowiedź m.in. informacją o swoim bracie. Zbigniew Fastnacht był pilotem, przewodnikiem, studiował geografię i całe życie poświęcił turystyce dolnośląskiej. Na jego pogrzebie w 2001 r. ówczesny wiceprezes Zarządu Głównego PTTK Marek Staffa zauważył: Tak jak wielkie zasługi miał pan Adam Fastnacht dla ziemi sanockiej, tak Zbyszek Fastnacht zasłużył się bardzo dla turystyki dolnośląskiej, sudeckiej. Syn Adama Fastnachta przez prawie 20 lat prowadził schronisko na Śnieżniku w Sudetach, któremu po śmierci dotychczasowego kierownika decyzją Zarządu Głównego PTTK nadano imię Zbigniewa Fastnachta. Dzisiaj schroniskiem opiekuje się jego syn Jacek.

Informacja o potomkach doc. dr. Adama Fastnachta stała się doskonałą okazją, aby zebrani w brzozowskim ratuszu wyróżnili oklaskami przedstawiciela najmłodszego pokolenia rodziny Fastnachtów – Adama (syna Jacka). Anna Fastnacht-Stupnicka zwróciła uwagę, że Brzozów i schronisko na Śnieżniku są swoistymi miejscami partnerskimi, tak odległymi, a jednocześnie tak bliskimi.

Ostatni punkt przed zwiedzeniem wystawy stanowiło wystąpienie Jerzego F. Adamskiego, organizatora, kierownika, a potem pierwszego dyrektora brzozowskiego muzeum. Jak przyznał, doc. dr Adam Fastnacht nie wybaczyłby mu, gdyby nie powiedział kilku słów. Obecny wójt gminy Dydnia poznał wybitnego znawcę rękopisów w 1977 r. jako młody, 20-letni chłopak. Uczęszczał wówczas do liceum i pisał pracę o Grabownicy.

Mając 19 lat, natrafił na publikacje dr. Adama Fastnachta, w tym na słynne Osadnictwo… Rok później pojechał do Wrocławia, do Działu Rękopisów Biblioteki Ossolineum, zaczynając w ten sposób ciąg wielokrotnych spotkań.

Goszczony bywał obiadem na wrocławskim Oporowie przy stole, którego połowę – jak wspominał – zajmowały fiszki, a drugą część – obrus rozkładany przez panią Kazimierę. Jerzy F. Adamski niezwykle mile wspominał kontakty, uważając je za ważną część życia. Doktor Adam Fastnacht nieodpłatnie recenzował jego teksty o regionie m.in. wystąpienie w 1978 r. na 600-lecie Grabownicy Starzeńskiej.

Często zmierzając do Sanoka doc. dr Adam Fastnacht zatrzymywał się w Brzozowie i odwiedzał muzeum, w którym przez 5 lat samodzielnie pracował Jerzy F. Adamski, zajmując się wszelkimi inicjatywami, począwszy od wystaw, a skończywszy na działalności wydawniczej. Gdy doktor spostrzegał kartkę na drzwiach z informacją o mojej nieobecności, szedł na górę do Urzędu Stanu Cywilnego, do pani kierownik Józefy Kościńskiej, której przekazywał wiadomość, że będzie mnie oczekiwał w Sanoku na ul. Głowackiego 13 – relacjonował 4 czerwca pierwszy dyrektor muzeum brzozowskiego.

Pod wspomnianym sanockim adresem obaj spotykali się, tocząc „niesamowite rozmowy”. Doktor Adam Fastnacht mi zawierzył – przyznał Jerzy F. Adamski. Dowodem zaufania, jakim darzył wybitny historyk młodego miłośnika przeszłości było wręczenie mu I wydania Osadnictwa… wraz z dedykacją oraz poprawkami, niesamowitej pamiątki po tym człowieku.

W 1981 r. na otwarciu muzeum doc. dr Adam Fastnacht wygłosił jeden z trzech referatów, obok prof. Bronisława Jaśkiewicza i dr. Kazimierza Moskwy. Od 1987 r. nie ma wśród nas Pana Adama, ale myślę, że on nam tym wszystkim poczynaniom towarzyszy. Pamiętajmy o tym, że jego siła oddziaływania jest nie mniejsza niż w tamtym okresie. Jerzy F. Adamski znał kolekcję pocztówek z ziemi sanockiej, w tym ponad 60 sztuk z Brzozowa i okolic zbieranych przez doc. dr. Adama Fastnachta. Znalazły się one na pośmiertnej wystawie towarzyszącej uroczystości nadania muzeum imienia ich nieżyjącego właściciela.

Okoliczności tego ostatniego faktu przedstawił wójt gminy Dydnia następująco: Szefem muzeum był Zarząd Oddziału PTTK, w którego skład wchodziło kilkanaście osób. Funkcję prezesa pełnił nieżyjący już niestety wielki człowiek, który pisał o Brzozowie, Lucjan Krynicki. Jerzy F. Adamski w rozmowie z nim stwierdził, że dobrze by było uczynić patronem człowieka, który dał podwaliny pod badania nad historią tego regionu – ziemi sanockiej, w tym Brzozowa i okolic. Zarząd Oddziału PTTK przystał na ten pomysł.

Ostateczną zgodę wyraził Zarząd Główny PTTK, w czym duża zasługa prof. Franciszka Midury. Jego aprobata sprawiła, że wniosek z Brzozowa przeszedł i muzeum do chwili obecnej nosi imię dr. Adama Fastnachta, pielęgnując związane z nim tradycje.

Na koniec Jerzy F. Adamski nawiązał do idei wydania dzieł naukowych patrona muzeum: Miałem kiedyś taki zamysł, aby jego spuścizna ukazała się w dwóch tomach. W tomie pierwszym – „Dzieje Sanoka od XIV do XVIII w.” [...] Pisał je za namową własnej żony [...]. Był to trudny czas do wydawania takich publikacji, brakowało pieniędzy. Dziś są sponsorzy, dziś jest inaczej. [...] Potem był zamysł, żeby wydać w trzech częściach „Słownik historyczno-geograficzny ziemi sanockiej w średniowieczu”. Udało nam się wydać 2 części. Trzecia też się ukazała, z czego się ogromnie cieszę. Następnym tomem miało być Osadnictwo ziemi sanockiej w latach 1340-1650 (wydane ostatecznie w 2007 r. przez dyrektora Miejskiej Biblioteki Publicznej w Sanoku Leszka Puchałę).

Według Jerzego F. Adamskiego jest to podstawowa książka o tym regionie, która nie miała i nie będzie mieć już konkurencji. Jest to znakomite dzieło. Wójt gminy Dydnia przyznał, że chciał, aby w jednym tomie znalazły się także artykuły, ale ciągle jest to rzecz, która czeka na realizację. Z kolei w ostatnim tomie miały być wydane jego listy pisane pięknym językiem, co było zapewne wynikiem faktu, że był człowiekiem przedwojennym z klasą.

Na koniec wystąpienia Jerzy F. Adamski przybliżył okoliczności prac nad inną potrzebną brzozowianom książką: Monografia Brzozowa powstawała od około 1981 r. przez 8 lat. [...] Tekst o osadnictwie do tej książki pisał dr Adam Fastnacht. Jego artykuł miał być jednym z pierwszych, ale recenzent go nie przepuścił. Przeczytano tylko jeden ten tekst i wstrzymano całą sprawę. Pierwszy dyrektor brzozowskiego muzeum przyznał w ostatnich słowach, że saga całej rodziny Fastnachtów obfituje w piękną historię.

Drugim istotnym punktem tego dnia, obok sesji, było otwarcie wystawy poświęconej patronowi muzeum. Ekspozycja, na którą złożył się bogaty wybór dokumentów, fotografii i rzeczy osobistych, przybliżyła szczegółowo koleje życia doc. dr. Adama Fastnachta.

Dzięki córce badacza, Annie Fastnacht-Stupnickiej udało się m.in. odtworzyć w detalach kącik z wrocławskiego mieszkania wraz z biurkiem i jego wyposażeniem. Postać wybitnego historyka zasługuje na zapamiętanie i powinna być wzorem do naśladowania dla młodych miłośników przeszłości, a także ludzi, którym na sercu leży dobro małej i dużej Ojczyzny.

                                                MWP

fot. Piotr Sobota