Warsztaty przyrodnicze BOCiAN

Jednym z najważniejszych problemów współczesnego świata – pisze Katarzyna Obrębska – jest ochrona środowiska naturalnego. Człowiek, żyjący początkowo w symbiozie z przyrodą, wraz z rozwojem nauki i techniki zaczął ją przekształcać. Z perspektywy czasu, wiemy już, że w ostatecznym rozrachunku owa ingerencja przyniosła mu więcej strat i problemów niż korzyści. Postępująca degradacja przyrody spowodowała, iż w drugiej połowie dwudziestego wieku podjęte zostać musiały kompleksowe działania mające na celu ochronę środowiska. Jedną z form aktywności w tej sferze jest edukacja ekologiczna, która służyć ma kształtowaniu „ekologicznej świadomości” całych pokoleń. Nie sposób bowiem zaprzeczyć, iż skuteczna i właściwa ochrona środowiska naturalnego uzależniona jest od poziomu wiedzy społeczeństwa i od preferowanych przez nie stylów życia. Te dwa aspekty są z kolei głównymi przedmiotami zainteresowania wspomnianej dyscypliny. [...] Do podstawowych celów edukacji ekologicznej zaliczamy: poznanie motywów i sposobów ochrony środowiska, wyrobienie umiejętności dostrzegania zjawisk w ekosystemach, przewidywanie i ocena pewnych następstw obserwowanych zjawisk przyrodniczych i czynów człowieka, kształtowanie emocjonalnego stosunku do określonych zjawisk i obiektów w środowisku człowieka.

Te właśnie zamierzenia realizowali pracownicy brzozowskiego muzeum – przewodnicy beskidzcy, przeprowadzając w sierpniu warsztaty przyrodnicze dla dzieci i młodzieży z gminy Brzozów o nazwie Brzozowskie Obserwacje Ciekawostek i Atrakcji Natury. Skrócona nazwa przedsięwzięcia świadomie odwoływała się do poddanego ochronie ptaka, który jest kojarzony przede wszystkim ze szczęściem i mądrością. Jak się okazało był to dobry wybór, gdyż w ciągu wycieczek potwierdziło się porzekadło: Gdzie bocian siedzi, tam piorun nie uderzy; uczestnikom warsztatów nie przydarzyło się szczególnie przykre wydarzenie, a pogoda w czasie wycieczek także nie dała powodów do narzekania.

Warsztaty rozpoczęły się 3 sierpnia wyjazdem w okolice Suchej Góry – najwyższego wzniesienia Pogórza Dynowskiego, czyli mezoregionu dość dobrze znanego uczestnikom, gdyż mieszkając w gminie Brzozów, znajdują się w tej samej krainie geograficznej. Młodzi przyrodnicy udali się z Brzozowa drogą na zachód, przejeżdżając m.in. w pobliżu byłego zakładu zdrojowego w kompleksie leśnym Łazienki, parku dworskiego w Zmiennicy, rezerwatu „Cisy w Malinówce”, parku dworskiego i łąk uznanych za Obszar Natura 2000 w Komborni, i przez Korczynę wspięli się na wzgórza Pasma Suchej Góry w Czarnorzekach. Tam rozpoczęli pieszą wędrówkę przy dość wysokiej temperaturze na otwartej przestrzeni, stąd też wielką ulgę przyniosło po zaledwie trzystu metrach wejście w zalesiony teren, na którym dało się odczuć nieco mniej gorącej masy powietrza i lekkie powiewy. Okryci przed promieniami słonecznymi listowiem z koron drzew, wysłuchali charakterystyki Pogórza Dynowskiego i jego roślinności. Następnie udali się drogą wyłożoną trylinką ku wieży Radiowo-Telewizyjnego Centrum Nadawczego Sucha Góra. Tam przed ogrodzeniem usłyszeli najistotniejsze informacje o oddanym do użytku w sierpniu 1962 r. żelbetowym, 75-metrowym obiekcie, który po zainstalowaniu dłuższej iglicy liczy 116 metrów wysokości. Przy okazji wspomniano, że emisja programu telewizyjnego została tam uruchomiona 29 grudnia 1962 r., a radiowa – 15 czerwca 1963 r. Natomiast zgodnie z charakterem warsztatów, przewodnicy odnieśli się do ciekawostek przyrodniczych, wyjaśniając, na czym polega zjawisko inwersji i zdradzając, że z wieży można w takich warunkach prowadzić dalekie obserwacje i obejrzeć Tatry.

Następnie wycieczkowicze udali się czarnym szlakiem turystycznym na właściwy wierzchołek Suchej Góry, oznaczony reperem gruntowym, po czym łagodnym zejściem w stronę wschodnią udali się na cmentarz z I wojny światowej – niemy świadek krwawych walk na tym terenie. Powracając do przyrodniczego aspektu wyprawy, zatrzymali się na wysokości 520 m n.p.m. przy pomniku przyrody – źródle Mieczysław. Powstało w wyniku zalania wyrobiska po eksploatacji piaskowca. Początkowo miało ok. 15 metrów głębokości, obecnie ok. 10 metrów, zaś powierzchnia tafli mętnej, ciemnozielonej wody obejmuje ok. 25 metrów kwadratowych.

Nieopodal zobaczyli zabezpieczone żelazną kratą wejście do sztolni „Nad Czają I”, która wraz z innymi okolicznymi obiektami tego typu została objęta ochroną w formie stanowiska dokumentacyjnego. Jej rodowód związany jest z podziemnym pozyskiwaniem piaskowca. Ma ona przekrój trójkątny, całkowitą długość poniżej 20 metrów i deniwelację rzędu 6 metrów. Właśnie tam zimuje niezbyt liczna, choć wykazująca stabilność, kolonia wyjątkowych ssaków – nietoperzy, a krata zapewnia im spokojną hibernację. Podczas inwentaryzacji w styczniu 2007 r. odnotowano tam 11 nocków dużych i jednego nocka Natterera.

Kolejne kroki zawiodły uczestników warsztatów do wioski Czarnorzeki, w okolice dawnej cerkwi unickiej, obecnie kościoła rzymskokatolickiego, skąd obok strzelnicy udali się czarnym szlakiem, a zarazem ścieżką przyrodniczo-dydaktyczną, na Dział w paśmie Sokolego Grzbietu i do rezerwatu geologicznego „Prządki”, ustanowionego w 1957 r. Obecnie liczy sobie prawie 14 hektarów powierzchni i obejmuje grupy ostańców skalnych wraz z przylegającym do nich lasem. Geolodzy tak opisują wychodnie: zbudowane są z piaskowców ciężkowickich, których wiek geologiczny określany jest jako dolny eocen (55–35 mln lat temu). Są to piaskowce gruboławicowe, zlepieńcowe, szarożółte o spoiwie ilastym, rzadziej ilasto-wapnistym. Charakterystyczną ich cechą jest obecność struktur komórkowych, tj. małych nieregularnych zagłębień na powierzchni, powstałych prawdopodobnie w wyniku różnej odporności spoiwa na wietrzenie chemiczne i mechaniczne. Prządki reprezentują jedną z form wietrzenia określaną jako tzw. grzyby skalne. Ich powstanie było uwarunkowane dużą w tym miejscu miąższością (ok. 70 m) piaskowca ciężkowickiego i jego większą odpornością na wietrzenie aniżeli warstw sąsiadujących.

Ubogaceni tą wiedzą i legendami o skałach, brzozowianie nadal podążali szlakiem czarnym, przechodząc drogę DW 991 i schodząc w dolinę potoku Marcinek. Tam minęli kolejne ciekawostki krajoznawcze: siedlisko lasu wyżynnego (z lekcją poglądową o pracy leśnika), cmentarzysko kurhanowe z IX i X w. (ok. 100 kopców pochówkowych z wyjątkowym dla ciałopalnych cmentarzysk zachodniosłowiańskim znaleziskiem w postaci żelaznej bransolety), grodzisko wczesnośredniowieczne w pobliżu skały Strażnica (możliwe także do zinterpretowania jako miejsce kultu solarnego) oraz sosnowo-brzozowy las na stromym stoku obok grzędy skalnej Sokolec (rzadkie na Podkarpaciu żyzne zbiorowisko roślinne o charakterze borowym, z 80-letnimi drzewami o wysokości 15–18 metrów, niektórymi wyrastającymi z litej skały przy minimalnej wilgotności).

Potem wycieczkowiczów czekało – już w Paśmie Królewskiej Góry – łagodne podejście przy młodnikach modrzewiowych i świerkowych, które pojawiły się w tym miejscu w drugiej połowie lat 80. I stanowią typowy przykład zalesiania gruntów porolnych, co ciekawe na sporo lat przed dotowaniem tego typu czynności już po przystąpieniu Polski do Wspólnoty Europejskiej. Zwiedzający mogli dostrzec, że modrzew europejski i świerk pospolity są w tym przypadku tylko przedplonem, gdyż docelowo – po kilkudziesięciu latach formowania się tej monokultury drzewnej i ewolucji gleby z rolniczej na leśną – zostaną w części zastąpione, a w części uzupełnione wartościowymi i typowymi dla pogórza gatunkami, czyli bukiem zwyczajnym, jodłą pospolitą czy dębem szypułkowym.

Młodzi przyrodnicy, opuszczając dolinę Marcinka, znaleźli się pod wzgórzem zamkowym, na którym ujrzeli ruiny warowni Kamieniec (440 m n.p.m.). Tam usłyszeli sporo wiadomości historycznych, ale nie zabrakło i odnośników przyrodniczych, dotyczących geologii i dendrologii. Ostatni etap wycieczki zawiódł dzieci i młodzież drogą w pobliże głównego skrzyżowania w Czarnorzekach, gdzie jesienią 2008 r. z okazji 15-lecia utworzenia Czarnorzecko-Strzyżowskiego Parku Krajobrazowego posadzono rocznicowy dąb. Powrót do Brzozowa odbył się nieco inną trasą, dzięki czemu można było przynajmniej z autobusu zobaczyć kolejne atrakcje przyrodnicze, m.in. parki podworskie w Haczowie, Trześniowie, Wzdowie i Jasionowie.

*         *         *

Druga wycieczka, w równie upalny dzień – 7 sierpnia, miała podobny charakter, bowiem i tym razem adepci przyrody skoncentrowali się na poznawaniu ekosystemów leśnych na granicy nadleśnictw Brzozów i Lesko, leżących w VIII (karpackiej) krainie przyrodniczo-leśnej, a w tym konkretnym przypadku – dzielnicy Pogórza Karpackiego. Wyruszyli autobusem z Brzozowa na południe, mijając m.in. w kilkusetmetrowej odległości pomniki przyrody w Humniskach  (przy kościele na Dużej Stronie i przy gospodarstwie Kwiatkowskich), w Grabownicy Starzeńskiej (przy kościele) oraz ciekawostkę geologiczną, jaką stanowi jeden z największych w kraju podziemnych zbiorników gazu ziemnego – na wzgórzu nad Górkami, Pakoszówką i Strachociną (od której to miejscowości bierze swoją nazwę). W trakcie przejazdu usłyszeli również informacje o parkach przy dworach w Humniskach, Grabownicy Starzeńskiej, Jurowcach, Bykowcach i Załużu, a także parku miejskim w Sanoku z 1899 r. na stokach Stróżni, zwanej również Aptekarką lub Władyczą Górą.

Gdy dotarli do parkingu u podnóża góry Sobień (452 m n.p.m.) nad Sanem i Sobieńką, promienie słoneczne nie pozostawiły wątpliwości, że będzie to kolejny bardzo upalny, a i tropikalny jak na polskie warunki, dzień. Jednakże pierwsze kroki niezbyt wyczerpującej wspinaczki na zalesione wzgórze pozwoliły w miarę spokojnie rozpocząć wędrówkę. Przedmiotem zainteresowania były nie tylko ruiny średniowiecznego zamku Kmitów, lecz także osobliwości przyrodnicze, a przede wszystkim utworzony w 1970 r. rezerwat leśno-faunistyczny, powołany na powierzchni ponad 5 ha głównie w celu ochrony lasu mieszanego (grabowego, lipowo-grabowego, buczyny karpackiej i łęgu podgórskiego) z chronionymi gatunkami roślin zielnych w runie oraz występującą na tym terenie rzadką fauną kserotermiczną, czyli ciepłolubną (zwłaszcza owadami). Rezerwat znajduje się na terenie dwóch obszarów Natura 2000, a sąsiaduje z trzecim. Bogactwo ekosystemu jest na tym – niewielkim przecież – obszarze łatwe do uchwycenia, o czym świadczy np. występowanie 229 gatunków roślin naczyniowych (takich, jak: bluszczyk kosmaty, ciemiężyk białokwiatowy, lilia złotogłów, marzanka wonna, obrazki plamiste, podagrycznik pospolity, pokrzyk wilcza jagoda, rzepik pospolity, sałatnica leśna, śledziennica skrętolistna, śnieżyca wiosenna, śnieżyczka przebiśnieg, świerząb korzenny, tojad dzióbaty, mołdawski i wierchowaty, trybula lśniąca, wawrzynek wilczełyko, ziarnopłon wiosenny). Niestety, żywiołowość uczestników nie pozwoliła na zaobserwowanie występujących tam płazów (np. kumaka górskiego, ropuchy szarej, rzekotki drzewnej, salamandry plamistej i traszki grzebieniastej), a tym bardziej ssaków, które szukały raczej zacisza niż ludzkiego gwaru. Może i dobrze, bowiem najcenniejsze okazy fauny uniknęły bezpośredniej obserwacji i ingerencji w ich naturalne bytowanie. Rezerwat dzięki temu zachował swoje największe tajemnice, zwłaszcza żywą skamieniałość, relikt epoki trzeciorzędu – pająka Sirio carpaticus (który od milionów lat nie zmienił swego wyglądu, a zatem pozostał prymitywnym, drapieżnym korsarzem) oraz niewielkiego pająka z czerwonym odwłokiem – strojnisia nadobnego (posługującego się bardzo dobrym wzrokiem, porównywalnym ze wzrokiem człowieka). Prawdziwym klejnotem omawianego obszaru – jak pisze sanocki przyrodnik Piotr Kutiak – jest motyl niepylak mnemozyna, którego lot można obserwować na polanach i łąkach graniczących z lasami sobieńskimi. Występuje tu także paź żeglarz. [...] Z ptaków na uwagę zasługuje orlik krzykliwy, puszczyk uralski oraz spotykany nad Sanem bocian czarny, zwany po staropolsku hajstrą, odmienny od innych bocianów. Bytuje on u podnóża góry, zwłaszcza przy siedlisku bobrowym na potoku Leśnym o powierzchni 3 ha.

Uczestnicy warsztatów nie mieli jednak okazji zwiedzenia otoczenia rezerwatu, gdyż ze względu na wymagające warunki atmosferyczne zrezygnowali z planowanego przejścia ścieżką przyrodniczo-dydaktyczną, przygotowaną w 1998 r. przez uczniów Technikum Leśnego w Lesku. Zdecydowali się na to rozwiązanie, choć trasa – jak pisze wspomniany Piotr Kutiak – stanowi skarbiec leśnej wiedzy umieszczonej nie tylko na tablicach, ale również w postaci wyeksponowanych walorów lasu: przepięknej alei modrzewiowej, dużego oczka wodnego do rozrodu płazów, platform widokowych na stokach o dużej ekspozycji z urokliwym krajobrazem przełomów leśnego strumienia w bukowym drzewostanie. Ten, kto choć raz w życiu trzymał pilarkę spalinową w dłoniach, doceni staranność, z jaką wykonano mosty, schody, drabinki oraz platformy widokowe na tej trasie. Omawiany odcinek z pewnością zachwyci każdego zwiedzającego ścieżkę o dowolnej porze roku.

Wycieczkowicze zdecydowali się na przejazd do Bykowiec, skąd wspięli się na grzbiet Granickiej (579 m n.p.m.) na północ od wsi. Tam po – wyczerpującym dla niektórych – marszu dotarli na południowy wschód od szczytu do Dużego Kamienia – piaskowcowego ostańca, objętego w 2005 r. ochroną w formie pomnika przyrody, niekiedy nazywanego Basztą. Najczęściej mówi się, że jest to skała zbudowana z piaskowca ciężkowickiego, choć coraz częściej w obiegu funkcjonuje stwierdzenie przychylające się do opinii, że jest to piaskowiec lgocki barwy jasnoszarej. Ma oryginalną budowę, jest bowiem rozczłonkowana szczeliną ciosową na dwie części, mające wysokość 6 oraz 10 metrów. Jej długość wzdłuż grzbietu wynosi 13 metrów, zaś szerokość 4–5 metrów u podstawy i 3 metry w partiach szczytowych. Zaciekawieni geologicznymi osobliwościami, wysłuchali nie tylko legend o wychodni, ale i poznali kilka szczegółów o jej mikrorzeźbie i pokrytych strukturami jamistymi ścianach południowo-zachodnich, dzięki czemu można prześledzić tworzenie form skalnych poprzez procesy wietrzenne.

Warunki atmosferyczne skłoniły ponownie do modyfikacji założeń, dlatego młodzież nie zdecydowała się na zwiedzenie rezerwatu leśnego „Polanki” w Bykowcach, chroniącego od 1996 r. naturalne zbiorowisko leśne buczyny karpackiej, w którym obydwa gatunki lasotwórcze, tj. buk i jodła osiągają znaczne rozmiary. Odkrywcy piękna środowiska naturalnego stracili zatem okazję przejścia 2-kilometrową ścieżką przyrodniczo-dydaktyczną i obejrzenia kilku atrakcji, zwłaszcza źródełka ze zmineralizowaną wodą siarczkową, pozostałości studni, w której pod koniec XIX w. wydobywano ropę naftową (zwane Ripnem) oraz panoramy Zagórza i okolic. Nie mogli ponadto natknąć się na takie chronione w rezerwacie rośliny, jak: bluszcz pospolity, wyjątkowa paproć o dużych, niepodzielonych, językowatych liściach – języcznik zwyczajny, lilia złotogłów czy pokrzyk wilcza jagoda.

W drodze powrotnej skorzystali natomiast z uroków zacienionych fragmentów leśnych na południowych stokach Pasma Olchowieckiego Gór Słonnych na terenie parku etnograficznego Muzeum Budownictwa Ludowego w Sanoku. Natomiast przechodząc przez metalowy most na Sanie (w tych dniach o wyjątkowo niskim poziomie wody), mieli sposobność krótkiego zaobserwowania ekosystemu najdłuższej rzeki południowo-wschodniej Polski. Z parkingu na lewym brzegu rzeki udali się w drogę powrotną.

*         *         *

Ostatnia wycieczka autobusowa zawiodła 22 sierpnia uczestników warsztatów w Bieszczady. Nie udali się wprawdzie w te miejsca, które najbardziej kojarzą się z tą krainą, jednak mieli okazję podziwiania ciekawostek, zwłaszcza geologicznych, w dolinie Potoku Rabskiego, która należy terytorialnie do Bieszczadów w ujęciu geograficznym – jako, że północna granica tego mezoregionu przebiega pomiędzy Baligrodem a Bystrem.

Najpierw jednak zobaczyli po raz kolejny Pogórze Dynowskie, wyruszając z Brzozowa na południe, a także widoczne z autobusu Pogórze Bukowskie (z dziewięcioma turbinami farmy wiatrowej Bukowsko–Nowotaniec) i Góry Słonne, których nazwa została objaśniona jako nawiązanie do źródeł solankowych na tym terenie, do XVIII w. stanowiących podstawę istnienia przemyskich i sanockich żup solnych. Nowy dla dotychczasowych uczestników warsztatów odcinek trasy rozpoczął się w Sanoku, skąd wyprawa wiodła do Zagórza, gdzie zwiedzono ruiny klasztoru karmelitów bosych (tylko częściowo ze względu na prace konserwatorskie) i podziwiano nową Drogę Krzyżową. Przyrodniczą ciekawostką okazało się źródło przy przejeździe kolejowym nieopodal kościoła parafialnego, stanowiącego lokalne sanktuarium maryjne.

Następnie wycieczkowicze skierowali się autobusem w stronę Leska, mijając kompleks leśny w Leśnictwie Malinki, gdzie dumnie rosną piękne okazy sosny wejmutki – bardzo ciekawego drzewa iglastego, sprowadzonego niegdyś z Ameryki, a tutaj zasadzonego przez hrabiego Augusta Krasickiego z Leska. Niektóre sztuki osiągają 480 cm obwodu w pierśnicy. Przejeżdżając tuż pod wzgórzem, na którym rozlokowało się przed wiekami Lesko, przekroczyli San i podążali drogą w górę rzeki, a w Hoczwi wjechali w dolinę Hoczewki. Minęli 250-metrowy pomnik przyrody nieożywionej „Progi skalne na Hoczewce” i odwiedzili Muzeum Przyrodniczo-Łowieckie „Knieja” w Nowosiółkach, powołane do życia w 2002 r. przez Henrykę i Jerzego Wałachowskich. Tam, profesjonalnie oprowadzeni przez młodego przyrodnika, poznali podstawowe informacje o ekosystemach leśnych Bieszczadów i zwyczajach zwierząt łownych w południowo-wschodniej Polsce. Mieli okazję wysłuchania barwnego opisu życia wilków, wspaniałego ssaka – jelenia karpackiego i tak charakterystycznego dla Bieszczadów – niedźwiedzia brunatnego.

Brzozowianie, zwiedziwszy ciekawą placówkę, sporo uwagi poświęcili uroczemu rudzielcowi – kotu państwa Wałachowskich, który jest przyzwyczajony do niejednej sesji fotograficznej, a następnie ruszyli autobusem w dalszą drogę i przejechali przez Zahoczewie, Mchawę i Baligród. Wtedy przed nimi otworem stanęły Bieszczady właściwe, w granice których wjechali, przekraczając Hoczewkę (Jabłonkę) mostem na południe od Baligrodu, po czym skręcili w dolinę Potoku Rabiańskiego (Rabskiego). Tam podjęli się penetracji jednego z najciekawszych zakątków bieszczadzkich, który jest osobliwym fałdem tektonicznym, zwanym łuską Bystrego. Występują tam i wychodzą na powierzchnię najstarsze na terenie Bieszczadów zachodnich skały – warstwy cieszyńskie i lgockie, powstałe w okresie dolnej kredy. Jest to raj dla geologów i mineralogów.

Zwiedzanie doliny Potoku Rabiańskiego uczestnicy warsztatów zaczęli krótką, około 400-metrową, wspinaczką do kapliczki Synarewa, przy której wypływa źródełko, uchodzące w opinii dawnych mieszkańców za wydające cudowną, leczącą m.in. choroby oczu, wodę. Sami mogli się przekonać o walorach tej wody, zwłaszcza w kolejny ciepły dzień niemal bezdeszczowego lata.

Następnie przeszli ścieżką przyrodniczą w rezerwacie geologicznym „Gołoborze”, utworzonym w 1969 r. na powierzchni ponad 13 hektarów, podziwiając naturalne głazowisko piaskowców istebniańskich z ciekawym zbiorowiskiem roślinności naskalnej. Charakterystyczne rumowisko skalne w kształcie trójgraniastej piramidy zajmuje tylko 27% powierzchni rezerwatu, lecz jest unikatowe przede wszystkim z powodu niskiego poziomu występowania (tego typu rumowiska występują w Bieszczadach na Ukrainie zazwyczaj powyżej 1100 m n.p.m.). Specjaliści precyzują, że rozwinęło się ono w obrębie izolowanego bloku piaskowców istebniańskich górnych, liczących około 60 milionów lat (paleocen), ograniczonego od północnego zachodu i południowego wschodu strefami uskokowymi. Obszar rezerwatu obejmuje trzyszczytowe wychodnie grubo ławicowych, drobno- i średnioziarnistych piaskowców istebniańskich górnych z wkładkami ciemnych ilastych łupków oraz rumowiska skalne pokrywające wszystkie stoki wzniesienia, także w obrębie lasu. […] Bloki piaskowca mają zróżnicowaną wielkość i często występują w formie płaskich płyt. W górnej części stoku blokowisko złożone jest głównie z fragmentów o średnicy około 0,5 metra i jest dość stabilne, natomiast w środkowej i dolnej części gołoborza drobniejszy rumosz skalny ulega powolnemu przemieszczaniu. Wkraczający na gołoborze las częściowo stabilizuje blokowisko, ale lokalnie pojawiają się ruchome jęzory usypiskowe złożone z fragmentów skał o średnicy około 25 cm. Przy dość krótkiej, liczącej bowiem niecałe 400 metrów, ścieżce brzozowianie mogli zaobserwować także różne rośliny, wśród których 18 zostało objętych ochroną gatunkową, m.in. ciemiężyca zielona, parzydło leśne, tojad mołdawski, widłaki oraz porosty i mszaki.

Uczestnicy warsztatów skierowali się również w pobliże kamieniołomu Grubego, eksploatowanego przez Zakład Górniczy Rabe. Tu zaobserwowali interesujący kolor pozyskiwanych tam pstrych piaskowców o dużej zwięzłości, odporności i wytrzymałości, stanowiących dzięki temu bardzo dobry surowiec do produkcji kruszyw drogowych.

Powróciwszy do miejsca wejścia do rezerwatu, spędzili kilka chwil przy ujęciu źródła „Anna” (odwiert Rabe 1), określanego od kilku lat nazwą „Rabskie” – bardzo ciekawego, jednego z dwóch w Polsce tego typu ujęć, którego woda jest zaliczana do szczaw wodorowęglanowo-chlorkowo-sodowych, borowych z niewielką zawartością arsenu. Można jej zaczerpnąć za pomocą pompy, głównie w celach – jak głosi napis na tabliczce informacyjnej – uzupełnienia płynów w gorące dnie, a także stosować w przewlekłych zapaleniach i kamicach dróg moczowych, natomiast przeciwwskazania dotyczą zwłaszcza niewydolności krążenia, nadciśnienia tętniczego i czynnej choroby wrzodowej, ale na takie dolegliwości młodzi brzozowianie się nie uskarżają, zatem woda cieszyła się wzięciem. Jest to jedno z czterech źródeł wód podziemnych w tej okolicy, gdyż w Rabem występuje jeszcze ujęcie Ignacy, a w pobliskim Bystrem – Danusia i Hubert. W sporej mierze właśnie to przesądziło w połowie lat 70. o nadaniu nieistniejącej wiosce dość kontrowersyjnego statusu uzdrowiska i o planach wzniesienia kompleksu zakładów uzdrowiskowych, co pozostało jedynie na papierze.

Niektórzy z baczniejszych obserwatorów zdecydowali się na podejście do sztolni, której korytarze liczą łącznie 13 metrów, będącej pozostałością po zasypanych miejscach eksploatacji na przełomie XVIII i XIX w. – dość ubogich, tzw. darniowych – rud żelaza. W grupie młodzieży nie znalazł się jednak ani jeden speleolog-amator chętny do zbadania wnętrza obiektu. Zaciekawienie natomiast wzbudzili poszukiwacze atrakcyjnych minerałów, gdyż tereny nieistniejącej wsi Rabe obfitują w tego rodzaju atrakcje, a zwłaszcza małe przeźroczyste kwarce (diamenty marmaroskie) oraz dwa siarczki arsenu – realgar (na ogół pomarańczowy) i aurypigment (raczej żółtawy).

Nie był to kres wycieczki, gdyż młodzi ekolodzy skręcili do drugiego z kamieniołomów w dolinie, określanego nazwą Huczwice. Poruszając się ścieżką przyrodniczo-geologiczną, zbliżyli się do krawędzi wyrobiska i tam, z przeciwległej strony, mogli podziwiać w całej krasie niesamowite odsłonięcia skalne, ukazujące struktury fliszu karpackiego w makroskali, tj. do kilkudziesięciu metrów wysokości i trzykrotnie większej szerokości.

Dendrologiczną ciekawostkę stanowi natomiast zbiorowy pomnik przyrody na stromych zboczach nad kamieniołomem – grupa 34 sosen wdziarowych, drzew o rozbudowanym systemie korzeniowym, ze zdolnością do szybkiej regeneracji i koronami szybko zrzucającymi śnieg. Przypuszczalnie jest to naturalne, reliktowe stanowisko tego gatunku, który 250 lat temu zajął miejsce po zniszczonej przez osuwisko jodle, i jest uznawany przez specjalistów, m.in. prof. Wiktora Schramma za odrębną, pionierską rasę, zaakomodowaną do karpackiego klimatu.

Pełni wrażeń wycieczkowicze udali się do autobusu i po krótkim postoju w Baligrodzie powrócili do domów.

*         *         *

Podsumowanie warsztatów odbyło się 29 sierpnia na terenie Świetlicy Środowiskowej w Przysietnicy. Właśnie tam zastępca burmistrza Brzozowa Maria Rymarz wręczyła dzieciom i młodzieży certyfikaty absolwentów warsztatów BOCiAN i życzyła jak najlepszego spożytkowania zdobytej wiedzy przyrodniczej nie tylko podczas zajęć szkolnych, ale i w całym życiu. Ciepłe słowa do zgromadzonych skierowała również kierownik zespołu świetlić środowiskowych Krystyna Przyczynek, akcentując znaczenie środowiska i ekologii na co dzień. Uczestnikom towarzyszyli opiekunowie grup wycieczkowych oraz przewodnicy beskidzcy,  którzy oprowadzali ich po górskich i pogórzańskich trasach. Warsztaty, stanowiąc element Programu Edukacji Proekologicznej Poznaj przyrodę, aby ją chronić, zostały w części sfinansowane przez Wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Rzeszowie.

M.A.J.

fot. M.A.J, Piotr Sobota