Brzozowskie Spotkanie Muzealne z o. Michałem Szubą SI – długoletnim misjonarzem w Zambii

Dnia 28 listopada w sali konferencyjnej brzozowskiego ratusza odbyło się spotkanie muzealne z o. Michałem Szubą SI – wieloletnim misjonarzem, pełniącym posługę w Zambii. Spotkanie zainicjował dyrektor muzeum, który w części wstępnej przybliżył zaproszonym gościom kilkanaście faktów dotyczących posługi misyjnej bohatera spotkania.

Goście dowiedzieli się, że zakonnik od wielu lat związany jest z Chingombe – jedną z najtrudniejszych placówek misyjnych w Zambii ze względu na niełatwy dostęp i niekorzystny klimat. Placówka położona jest w kotlinie o powierzchni ponad 3 tys. km². Teren ten zamieszkuje 12 tys. koczowników. Latem temperatura przekracza 40°C, a w porze wilgotnej uciążliwością są komary i muchy tse-tse. Zagrożenie dla życia stanowią niebezpieczne choroby: malaria, czarna febra. Miejscowa ludność boryka się z problemami niedostatecznej infrastruktury. Ojciec Michał Szuba przystąpił tam do naprawy i modernizacji dróg. Wybudował nowy dom dla księży, gdyż poprzedni uległ całkowitemu zniszczeniu. Aby przyśpieszyć rozwój gospodarczy kotliny w pobliżu starej przychodni lekarskiej, obsługiwanej przez starowiejskie służebniczki, przystąpił do budowy lotniska. Na obszarze o długości 1,6 km i szerokości 30 m wykarczował drzewa i krzaki, wyrównał teren i utwardził pas startowy, którego szerokość wynosi 10 m. Lotnisko jest przeznaczone dla samolotów sanitarnych, ale mogą tam lądować również samoloty transportowe, turystyczne i wojskowe. Ta inwestycja w środku buszu robi wielkie wrażenie. Po poprawieniu warunków komunikacyjnych przystąpił do rozbudowy przychodni ginekologiczno-położniczej. Wybudował także domek dla ogrodnika, który zajmuje się rolnictwem i uprawą warzyw. Jest to główne źródło dochodów potrzebnych do utrzymania placówki misyjnej. Jezuita ze Starej Wsi zajmował się także obsługą lotniska. Korzystając z rządowego radiotelefonu, informował o warunkach pogodowych niezbędnych podczas obsługi ruchu lotniczego. Był odpowiedzialny za łączność z lotniczą służbą medyczną Flying Doctor Service oraz Mission Medic Air. Wybudował również dom nauczyciela w Mobosha. Ponadto uczył Afrykanów uprawy ryżu, służąc przy tym konkretną pomocą. Równocześnie z powyższymi zajęciami świadczył posługę duszpasterską. Odprawiał msze św. nie tylko na terenie placówki misyjnej, ale również w szkołach, u naczelników poszczególnych szczepów bądź na plantacjach kukurydzy, ziemniaków czy ryżu. Dużo czasu poświęcał młodzieży, formując ją nie tylko w aspekcie duchowym. Potrafił zorganizować dla niej klub piłki nożnej oraz postarał się o łódź, aby młodzież mogła zarabiać na swoje utrzymanie. Te fakty z życia starowiejskiego misjonarza świadczyły o jego zaangażowaniu, operatywności i kreatywności.

Podczas spotkania zakonnik podzielił się refleksją i wspomnieniami ze swojej długoletniej misji w Zambii. Zaprezentował pokaz slajdów przedstawiających zdjęcia wykonanie przez siebie i swych znajomych. Na początek przybliżył zaproszonym gościom, gdzie znajduje się Zambia i omówił płożenie kraju w odniesieniu do równika oraz zwrotników, zaznaczając przy tym, jak szerokość geograficzna ma wpływ na klimat panujący w tym afrykańskim państwie, np. charakterystyczną cechą tej szerokości geograficznej jest późno zapadający zmrok.

Kilkakrotnie podkreślił, że w Zambii bardzo szybko zachodzą zmiany. Od czasu, gdy po raz pierwszy postawił stopę na afrykańskiej ziemi, w kraju doszło do wielkiego postępu. Prelegent zwrócił uwagę na różnicę między kilkoma starszymi zdjęciami i wieloma nowymi. Porównując te zdjęcia można wysnuć wniosek, co do zmian w ciągu kilku dziesięcioleci w tamtym regionie.

Po wielu latach przebywania na misji o. Szuba stwierdził, że Zambia to kraj skrajności, gdzie pośród powszechnego ubóstwa występują enklawy bogactwa. Zaznaczył, że np. do powstawania slumsów na obrzeżach wielkich miast przyczyniła się decyzja polityków, którzy przed wyborami potrzebowali głosów poparcia i masowo ściągali do miast ludzi z prowincji. Później ci ludzie nie mieli się gdzie podziać i koczowali na obrzeżach miast.

Misjonarz zaprezentował gościom fotografie przedstawiające stolicę Zambii – Lusakę. Główna ulica statecznego miasta posiada trzy pasy ruchu. W Lusace istnieją luksusowe dzielnice, gdzie w okazałych willach mieszkają ludzie piastujący wysokie państwowe stanowiska. Wspomniał także o „pokazowym” sierocińcu, który jest wykorzystywany do celów wizerunkowych. Mieszkańcy sierocińca są zapraszani do pokazowych zdjęć przy okazji różnych uroczystości, aby zaprezentować „troskę” polityków o najsłabsze i najbardziej pokrzywdzone afrykańskie dzieci. Ta polityka jest oczywiście źle odbierana przez personel sierocińca, który stanowią głównie siostry zakonne.

Przy tym wątku zaznaczył, że w 1973 r. rząd zambijski odebrał katolickim duchownym nadzór nad szkolnictwem, które stało wówczas na przyzwoitym poziomie. Politycy przejęli wszystkie szkoły i… niemalże doprowadzili je do ruiny. Rząd — widząc, że sam nie poradzi sobie ze szkolnictwem — zwrócił się do katolickich duchownych, aby ponownie kierowali szkołami. Jezuita zaznaczył, że ten przykład oddaje mentalność mieszkańców Afryki. Przy okazji wspomniał, że zarząd nad szkolnictwem jest nadal problematyczny i stanowi wyzwanie, gdyż księża nie mają pełni władzy i — przykładowo, ponosząc odpowiedzialność za szkołę — nie mają wpływu na szereg decyzji np. w doborze kadry nauczycielskiej.

W dalszej części prelekcji słuchacze poznali wiele ciekawostek, anegdot i faktów dotyczących tego egzotycznego dla nas kraju. Afrykanie nie mają żadnych oporów, by stosować azbest do pokrycia dachów, materiału w Polsce uznawanego za rakotwórczy. Policja w nocy nie jest aktywna, ponieważ jest tam zbyt niebezpiecznie. Patrole policji na drogach można zastać tylko w dzień. Na terenie wiosek swobodnie chodzą krowy, a patykami zatyka się drzwi wejściowe do chat, aby bydło nie weszło do środka. Uciążliwość dla mieszkańców stanowi wycinka drzew. Brak drzew powoduje, że w powietrzu unosi się kurz. Jest to bardzo niekorzystne zjawisko, którego apogeum przypada na lipiec i sierpień. Istnieje również szczep Tonga, który uważa, że dzieci i młodzież powinni przychodzić na mszę i modlić się, a starsi już nie mają takiego obowiązku. Stan dróg jest fatalny szczególnie w porze deszczowej. Wówczas droga pokrywa się błotem. Po takiej drodze można się poruszać tylko samochodem terenowym. Istnieje tam taki zwyczaj, że kobiety po mszy św. przynoszą księdzu jedzenie i wielkim nietaktem byłoby księdzu odmówić przyjęcia takich darów. Po mszy św. księża jedzą w zakrystii, jeżeli takowa istnieje, lub w miejscu blisko ołtarza. Popularnym daniem w tamtym regionie jest mamałyga, składająca się mąki kukurydzianej, ugotowana bez soli. Jada się również warzywa. Przy okazji poruszenia tej tematyki z widowni zadano księdzu pytanie: Czy jada się tam rękami? Misjonarz odpowiedział, że wszystko zależy od sytuacji i od miejsca. Wytłumaczył, że na prowincji nadal tradycyjnie jada się rękami. W restauracjach lub na przyjęciach raczej używa się sztućców, ale ten, kto chce, je palcami i nikogo to nie dziwi. Również w lokalach dla ludzi, którzy chcą jeść palcami, przeważnie dostępna jest miska z wodą i ręcznik, aby przed i po posiłku umyć ręce.

Misjonarz zaprezentował zdjęcie typowego afrykańskiego tabernakulum w kształcie okrągłej chatki i wspomniał o radości, jaką przejawiają Afrykanie, aktywnie uczestnicząc w liturgii mszy św. Nieodzownym elementem mszy św. odprawianej na Czarnym Lądzie są żywiołowe i pełne ekspresji i skomplikowanych figur tańce oraz występ chóru. Afrykanki tańczą w kościele tak żywiołowo, jak w Polsce tańczy się na weselu. Wydłuża to liturgię mszy św. do tego stopnia, że trwa od dwóch do pięciu godzin. Potem wierni śpiewają hymn dziękczynny. Kobiety, mężczyźni i dzieci żywiołowo tańczą. To ludzi przyciąga. Tam taniec jest czymś żywym.

Jezuita wspomniał też o kobietach z Grupy Świętej Magdaleny. Należą do nich dziewczęta, które nie będąc mężatkami, urodziły dziecko. Stanowi to tam pewien problem. Nie można im było przystępować do komunii św. Problem rozwiązano poprzez uczestnictwo takich osób w Grupie Świętej Magdaleny.

Po mszy św. istnieje zwyczaj składania darów. Wierni składają je najczęściej w naturze. Afrykanie dają to, co posiadają np. proszek do prania, mąkę kukurydzianą, olej jadalny, jajka, pomidory. Misjonarz przy tej okazji przytoczył ciekawą anegdotę: katolicy w Zambii mają taką mentalność, że składając dary w koszyku, umieszczają na samym spodzie np. pomidory i jajka, a na to kładą cukier, kapustę, mąkę itd. Nie zdają sobie sprawy z tego, że delikatne dary leżące na dnie koszyka ulegną zniszczeniu. Wspomniał także, że rzemieślnicy na Czarnym Ladzie często popełniają błędy w pracy. Przy tej okazji zaprezentował płytę nagrobną, na której był umieszczony napis. W pisowni nazwiska zmarłego biskupa był błąd, ale dla wykonawcy zlecenia nie stanowiło to żadnego problemu. Oczywiście niewłaściwie wykonana usługa kosztowała dużą sumę pieniędzy.

Misjonarz zaprezentował także zdjęcie wnętrza odmalowanego przez siebie kościoła. W pracy restauratorskiej posłużył się motywami roślinnymi. Malowidła wyglądają tak realistycznie, jak żywe kwiaty. Na slajdach zaprezentował również typową afrykańską wioskę z chatami pokrytymi słomą. Zaznaczył, że słoma dolinna może leżeć na dachu przez 20 lat, a inna zgnije po upływie pięciu lat. Drogie hotele z budynkami charakterystycznymi dla afrykańskiego stylu są kryte słomą dolinną. Zaprezentował również zdjęcie popularnej w Afryce rośliny zwanej Bugenwilla. Ta ozdobna roślina nie jest popularna w Polsce. Ładnie kwitnie i posiada ostre kolce, które potrafią przebić oponę samochodową. Misjonarz zaprezentował zdjęcie owocu z drzewa papai. Papaja ma opinię najbardziej zdrowego owocu na świecie. Niestety szybko dojrzewa i szybko się psuje.

Spore zainteresowanie gości spotkania wywołały zdjęcia Wodospadu Wiktorii, zwłaszcza tęczy przy wodospadzie oraz imponującego mostu żelaznego zbudowanego przez Anglików. Ojciec Michał Szuba zaznaczył, że Wodospad Wiktorii na rzece Zambezi jest wizytówką Zambii i Zimbabwe. Jego wysokość wynosi 108 m, a szerokość 1,7 km. W sezonie szczytowym, w każdej sekundzie przetacza się tam ponad 9 milionów litrów wody. Przytoczył ciekawy fakt: woda spada z tak ogromną siłą, że jej kropelki w jego dolnej części rozbijają się na drobne cząstki i w ten sposób powstają warunki do tworzenia się tęczy, a zbliżając się do wodospadu, już w znacznej odległości od niego człowiek ma mokre ubranie. Obecnie, aby wejść na teren Parku Narodowego Wodospadów Wiktorii, należy uiścić stosowną opłatę. Republika Południowej Afryki wykupiła prawo do użytkowania tych atrakcyjnych pod względem turystycznym terenów. Zbudowano ścieżki i oświetlono teren dookoła tak, że w nocy jest to niezapomniany widok. Podziwianie wodospadu jest odpłatne. Należy wykupić bilety wstępu, a ceny są wysokie. Obcokrajowiec płaci więcej za wstęp na teren wodospadów.

Na zakończenie jezuita ze Starej Wsi zaprezentował zdjęcia afrykańskiej fauny: żyrafy, bawołu, lwa, hipopotama, nosorożca, żmii gabońskiej. Misjonarz wykonał te zdjęcia podczas podróży po tym egzotycznym dla nas kraju.

Na koniec jeszcze raz zaznaczył, że Afryka to kontynent pełen kontrastów i skrajności. Wśród skrajnej biedy, gdzie ludzi przed śmiercią głodową ratują tylko łatwo dostępne owoce, istnieją dobrze zaopatrzone supermarkety, a towar na półkach tych sklepów jest tak drogi, że stać na niego tylko nieliczną grupę Afrykańczyków. Również ceny w hotelach są ustalane pod bogatego amerykańskiego lub europejskiego turystę.

Misjonarze oprócz głoszenia Ewangelii starają się ulżyć doli najbiedniejszych mieszkańców Afryki. Katoliccy misjonarze uczą miejscową ludność, jak efektywnie uprawiać ziemię. Zajmują się także edukacją i wieloma rzeczami zależnymi od aktualnej potrzeby. Dla lepszego oddania zagadnienia o. Michał Szuba zaprezentował fotografie przedmiotów stworzonych przez pewnego jezuitę, które służą do ułatwienia codziennej trudnej egzystencji mieszkańców Czarnego Lądu. Chodzi tutaj przede wszystkim o tzw. innowacje dla Trzeciego Świata np. piec służący do suszenia warzyw. Jego konstrukcja wykonana jest z czarnej blachy. Absorbuje energię z promieni słonecznych. Wystawiony na ich działania potrafi rozgrzać się do temperatury 80°C. Ten prosty i skuteczny wynalazek pozwala wykorzystać „darmową” energię słońca. Ten sam jezuita skonstruował również magazyn do przechowywania kolb kukurydzy i szereg różnych innowacji przyczyniających się do poprawy życia Afrykanów.

Po zakończeniu prelekcji publiczność zainspirowana tematem zadawała misjonarzowi pytania dotyczące m.in. udzielania pozwoleń na budowę w Afryce, zmian  pracy misyjnej w Zambii w ciągu kilkudziesięciu lat. Misjonarz udzielał wyczerpujących odpowiedzi na szereg pytań. Odpowiedzi prowokowały kolejne dyskusje tak, że rozmowy przeniosły się na ratuszowe korytarze.

Marek Marański

DSC_0028

DSC_0032

DSC_0039

DSC_0056

DSC_0040

fot. Marek Marański