Nigdy nie jest za późno…

Wtorkowy wieczór 7 października zgromadził w brzozowskim muzeum kilkudziesięciu miłośników malarstwa sanockiej artystki Aleksandry Ciepielowskiej-Tabisz. Otwarcie ekspozycji, obejmującej 35 płócien malarki, zostało poprzedzone nastrojowym, niestety dość krótkim, koncertem, jaki dał znany w kraju tenor, a zarazem utalentowany grafik oraz malarz, organizator festiwali i przeglądów operowych, dyrektor artystyczny Polskiego Festiwalu Narodowego w Żarnowcu Marek Wiatr ― prywatnie kuzyn bohaterki wystawy. Mistrz, przy akompaniamencie Antoniego Tyłewiaka, zaprezentował się w ciepłym repertuarze, ale i po raz kolejny potwierdził swój wysublimowany humor, a dzięki kilku anegdotom rozbawił gości wernisażu.

Wiele ciepłych słów usłyszała artystka od bliskich, a zewnętrznym wyrazem sympatii stały się naręcza kwiatów przekazane przez krewnych, przyjaciół i znajomych. Ten właśnie aspekt dobrze korespondował z jednym z tematów jej twórczości. Zapewne nie tylko dla pań, ale i dla mężczyzn ― kwiaty są czymś wyjątkowym, wszakże ― jak głosi porzekadło ― ich mowa nie zna granic. I chociaż ów symboliczny język najpopularniejszy był bodaj w epoce wiktoriańskiej, zdajemy sobie sprawę z tego, że te rajskie rośliny za towarzyszy ludzkości uchodzą od czasów archaicznych. Do tegoż piękna odwoływał się wszak sam Syn Stworzyciela, jak przekazuje w swojej narracji ewangelicznej Łukasz, słowami: „Popatrzcie na lilie polne. Nie pracują i nie przędą, a mówię wam, że nawet Salomon, przy całym przepychu swoim, nie był ubrany tak, jak którakolwiek z nich”. Ta wzniosła konstatacja Jezusa potwierdza fakt, iż od stuleci kwiaty w człowieku wywoływały najwspanialsze doznania estetyczne. Po dziś dzień fascynacja ich urokiem pozwala nam na przeżycie radości, doświadczenie satysfakcji, wzmaga także naszą wrażliwość.

Tej fascynacji uległa też bohaterka brzozowskiej wystawy. We frapującej twórczości przepyszne bukiety w wazonach, jak i połacie zwykłych polskich kwiatów polnych zajmują miejsce poczesne i stanowią kapitalną wizytówkę tej, jakże radosnej i ciepłej, a raczej wprost gorącej, ekspresji. Być może dobrą ilustracją do tego sposobu wyrażania obserwacji świata jest wiersz, opublikowanym w blogu osoby o równie „kwietnej” duszy:

 

Kwiaty są jak wiersze, to poezja ziemi,
zakochana jestem w niej po same uszy,
napisane barwą, zawsze w tle zieleni,
dostarczają zmysłom najpiękniejszych wzruszeń.

Każda kwietna fraza zapachem odurza,
roznoszonym wiatrem, najsilniej wieczorem,
w lotnych aromatach myśli swe zanurzam,
niezależnie w jaką zakwitają porę.

Kwiaty są muzyką, więc ucha nadstawiam,
dźwięczą w metaforach, dodając im znaczeń,
coraz inną muzę co dzień z nich wyławiam
i dopóki żyję, nie umiem inaczej…

 

Wydaje się, że nie tylko ucha, czy oka, ale i całego serca i duszy udziela (i to nie tylko przy portretowaniu kwiatów) sanocka artystka, która pochodzi z rodziny o malarskich tradycjach. Sama, wstępując w ślady swego ojca, pierwsze kroki na malarskiej niwie postawiła stosunkowo niedawno, w 2007 r., a symbolicznym wprost impulsem ku temu stało się znalezienie na domowym strychu farb swego utalentowanego rodzica; to niemal dosłowne podjęcie pałeczki w sztafecie artystycznych pokoleń. Właśnie siedem lat temu przystąpiła do grupy twórczej, funkcjonującej przy Biurze Wystaw Artystycznych w Sanoku. Nieraz stwierdza wprost: „Nigdy nie jest za późno” i zapewne z tym przesłaniem podjęła pełną determinacji, efektywną naukę warsztatową w prywatnej pracowni Zdzisława Twardowskiego oraz w Osiedlowym Domu Kultury „Puchatek” u Krzysztofa Niedźwiedzkiego. Należy do tej placówki po dziś dzień, a także jest członkinią Stowarzyszenia Bieszczadzka Grupa Twórców Kultury w Zagórzu.

Dzisiaj może pochwalić się licznymi wyróżnieniami i nagrodami, a także udziałem w kilkunastu prezentacjach indywidualnych w Polsce (m.in. w Iwoniczu-Zdroju, Jaśle, Komborni, Krośnie, Lesku, Sanoku i Żarnowcu) i na Słowacji (m.in. w Bardiowie, Lipanach, Preszowie i Sabinowie), kilkudziesięciu zbiorowych w Polsce, Rumunii, Słowacji i na Węgrzech oraz w międzynarodowych plenerach malarskich w Humennem i Sanoku.

Maluje szeroką plamą, bez kompleksów używając pędzla w wyraźnych, mocnych, odważnych pociągnięciach, składających się na bogate kolorystycznie, a zróżnicowane tonalnie, pełne pozytywnej energii płótna. W swoim podejściu do twórczości jest zatem typem mocnej osobowości, artystki zdecydowanej, konkretnej, nastawionej na szybkie powstanie obrazu i zakończenie procesu jego malowania. To jednak nie przekłada się, na szczęście dla widza, na jakiś krępujący formalizm czy na surową, odpychającą konwencję.

Do tego sposobu postrzegania świata nawiązywał kilka lat temu mistrz malarski, Zdzisław Twardowski, żartując: „Mimo że Ola jest osobą o łagodnym usposobieniu, bardzo ciepłą, to ma swoje zdanie. Często sama chce zaingerować, jest taką Zosią Samosią. Ola ciągle się uczy, aby uwierzyć w siebie, trzeba lat pracy, ja staram się, aby ona pozbyła się tego strachu i wydobyła tę odwagę, która jest niezbędna w malarstwie, myślę, że jej się to uda”. Obecnie jej twórczość jawi się w zupełnie innej, jakże dojrzałej, odsłonie, o czym wspomina krośnieńska malarka i dziennikarka Anna Munia: „Wyjątkowo szybko uporała się z pierwszymi warsztatowymi kłopotami, trochę „trenując” samodzielnie, trochę pod okiem życzliwych twórców. Raz dwa się usamodzielniła i bez lęku zaczęła uczestniczyć we wszystkich artystycznych imprezach: wystawach, konkursach, plenerach, na które jest zawsze serdecznie zapraszana, znana jest bowiem ze swojego humoru i przyjaznych kontaktów z artystami”. Również pracownik krośnieńskiego Biura Wystaw Artystycznych Marek Burdzy nie kryje podziwu dla eksplozji jej zdolności artystycznych: „O malarstwie Oli Tabisz można śmiało powiedzieć: w tak krótkim czasie tak pełny rozwój talentu. […] Potencjał, który drzemie w Oli, sprawia, że będziemy oczekiwać z niecierpliwością na jej kolejne obrazy.”

Z pewnością udaje się to niezwykle sympatycznej twórczyni z Sanoka, gdyż wspaniale ukazuje powab, wielobarwność i ulotność kwiatów, i być może w nawiązaniu do romantyków oddaje tajemniczą duszę tych wspaniałych dzieł Boga.

M.A.J.

DSC_0805 DSC_0816 DSC_0844 DSC_0847 DSC_0882 DSC_0887

fot. Piotr Sobota